poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Alleluja i do przodu!

Spełniły się moje czarne sny. Nie daliśmy rady aktualnemu wiceliderowi - Nadwiślaninowi Gromiec, ulegając na własnym boisku 0-2. Niestety  to nie koniec złych wiadomości.







 To, że Brzezina nie jest w swej życiowej formie było  raczej jasne. Nie stanowiło też tajemnicy, że byliśmy zdziesiątkowani przez różnego rodzaju kontuzje i kartki. Natomiast sobotnie spotkanie po raz drugi boleśnie pokazało jak bezradny mamy atak bez Tomka Dubiela.
W obliczu silnych, rosłych i dobrze ustawiających się obrońców nie byliśmy w stanie prawie nic zdziałać. Zabrakło nam "najcięższej armaty" a te  "działa"  które mieliśmy - nie potrafiły skruszyć muru obronnego rywala.
Nawet późniejsze wejście Tomka nie za wiele pomogło. A to z prostej przyczyny: kiedy gra się ponad 60 minut w osłabieniu przeciwko tak mocnemu i szybkiemu przeciwnikowi nie da się wymagać od linii obrony, aby za każdym razem dawała rady trzymać szyki i jednocześnie  angażowała w akcje ofensywne. Cudów nie ma zwłaszcza, że rozmiary naszego boiska nie sprzyjają takiej grze beż świetnego wyszkolenia kondycyjnego.
Ta porażka to cena jaką zapłaciliśmy za  czerwoną kartkę, którą  dość wcześnie przed przerwą ujrzał Majcherek.
Trudno - czasem zawodnik stoi przed dylematem: faul taktyczny czy sytuacja sam na sam. Masz ułamek sekundy na decyzję. Cokolwiek zrobisz - i tak będzie źle. I było.

Nie mam pretensji do Maćka, co więcej - wydawało mi się, że to był faul odrobinę sprokurowany przez napastnika, który lekko się potknął, ale cóż - kontakt był i odepchnięcie tuż przed polem karnym. Sędzia nie miał wyboru.
To idealna odpowiedź na akcję z Nowej Wsi - kiedy arbiter gwizdnął wapno w dość podobnej sytuacji.
Pisałem wówczas, że paradoksalnie dla nas większym złem byłoby wówczas  podyktowanie rzutu wolnego z linii 16-go metra i wyrzucenie z boiska naszego obrońcy. Tutaj tak się stało  i czarny sen się ziścił.

Tylko rzuca się w oczy jedna rzecz: te właśnie faule biorą się stąd, że nie nadążamy za rywalem. Zresztą - generalizując - wszystkie faule taktyczne stąd się biorą.

Wracając do naszego ataku... W momencie, kiedy wszedł Dubiel (który tak naprawdę powinien oglądać spotkanie z trybun z powodu nie doleczonej kontuzji) od razu szarpnęło nieco w  przodzie.
Szkoda tylko, że świetnie zapowiadający się kontratak nieprzepisowo zatrzymał ręką obrońca gości.
Natomiast - zupełnie przyzwoicie sędziujący to spotkanie arbiter, akurat w tym momencie popełnił  błąd i jej nie zauważył.  A przecież dwóch naszych zawodników wychodziło na czyste pole: Gros i Dubiel. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że była to sytuacja bramkowa.


Ręka przez stanisaw-mudka

Jednak - oddając sprawiedliwość - wydaje się, że  błąd popełnił arbiter kilkadziesiąt sekund później, kiedy pierwszy raz piłka zatrzepotała siatką Kulczyka. Sędzia podniósł spalonego. Jednak powtórki już takiej pewności nie dają czy  miał rację, nie uznając gola...

nie uznana bramka przez stanisaw-mudka

Za to przy podaniu Tomali do Dubiela i znów potencjalnej sytuacji sam na sam naszego najskuteczniejszego strzelca mateiał nie zostawia wątpliwości czy był spalony. Tutaj boczny ewidentnie się pospieszył z decyzją.


Spalony którego nie było przez stanisaw-mudka

Wyjście na czystą pozycję - co potrafi ten zawodnik w takich sytuacjach - wszyscy wiemy.
Stan meczu na tamtą chwilę był bezbramkowy, więc praktycznie wszystko jeszcze mogło się wydarzyć. Niestety...

Natomiast przy drugim golu nie ma mowy o spalonym. Choć sam biję się  w piersi, bo również krzyczałem, że był. Cóż - nie dostrzegłem, że adresat piłki w momencie podania był dalej od bramki niż piłka, a w tym wypadku to ona wyznacza linię spalonego i nie ma znaczenia czy zagranie było do przodu, do tyłu czy w bok.
\
Nadzialiśmy się na kontrę w ostatnich sekundach, ale i tak już było bez znaczenia czy przegramy 1 czy 2 do zera. Próbowaliśmy do końca. Poza tym wówczas mieliśmy już tylko dziewięciu zawodników na murawie. Fatalnej kontuzji w pozornie niegroźnym starciu doznał nasz pomocnik Mateusz Gros. Potworny ból i obrzęk kolana i niestety niezbyt optymistyczne prognozy. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że straciliśmy Mateusza na jakiś czas. Oby nam wrócił do zdrowia jak najszybciej. MATEUSZ - TRZYMAJ SIĘ !


Spalonego nie było.. przez stanisaw-mudka



Kolejna porażka, tym razem z wiceliderem - wstydu nie przynosi. Gromiec udowodnił nam, że nie bez przyczyny piastuje drugie miejsce w tabeli. Dla nas jedynym meczem w którym zanotowaliśmy do tej pory gorszy wynik niż jesienią była Nowa Wieś. Ale też prawie wszystkich liderów mamy już za sobą.

Na Zembrzyce nadal pauzować będzie Rogala. Z pewnością nie będzie Majcherka no i oczywiście M.Grosa.
Za to może już Tomek dojdzie do pełni sił, Babiuch upora się z potłuczonymi żebrami i oczywiście powróci Dominik Czerny.

Jesień był dla Garbarza, więc nie mamy nic do stracenia. Jęśli uda się nie przegrać - już będzie sukces.

Zatem - kończąc ten Świąteczny wypoczynek - nie pozostaje mi nic jak tylko "polecieć klasykiem":

ALLELUJA I DO PRZODU!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz