wtorek, 28 marca 2017

Pół roku bez porażki

Dobra passa trwa. W ostatnim spotkaniu wyjazdowym osiecka Ekipa potwierdziła dobrą dyspozycję na starcie rundy wiosennej i ani myśli zmieniać  planów na najbliższą przyszłość.







      Można się śmiać, że mieliśmy dwóch outsiderów na początek rundy. No to powiedzcie to kibicom z Żarek... Albo Chełmka. Jedni zaliczyli wpadkę w Zalasie, a drudzy  jesienią - u naszych sobotnich rywali.

Nie był to łatwy mecz. Ze wszech miar. Po pierwsze murawa: Słowo honoru, że tak podmokłego i gąbczastego boiska baaardzo dawno nie widziałem. Dość powiedzieć, że pod jedną z bramek buty zapadały się po kostki.
 Nie pamiętam takiego meczu, by nasz bodaj najmocniej stojący na nogach zawodnik - M.Gros ugrzązł w trakcie biegu (notabene - wychodząc na czystą pozycję na 16-tym metrze). Identyczna sytuacja dotknęła wcześniej Dubiela - w tym samym miejscu. Również w sytuacji gdy przed nim był już tylko bramkarz gospodarzy.
Dziwny to widok, kiedy po przebiegnięciu kilkunastu metrów nagle tułów zawodnika wyprzedza jego nogi i ten upada jak dzieciak na boisku pod szkołą.

Druga rzecz to sama drużyna gospodarzy. To taki trochę himeryczny zespół, ale jak poczuje pierwszą krew  - nie przebacza. Co prawda taktycznie prawie zawsze grają z nami dość prosty schemat: rzucić się na rywala pierwszy kwadrans, strzelić co się da, a potem jakoś to będzie... . Jednak życie już nieraz pokazało, że taki scenariusz się dość często sprawdza. Rywale zaskoczeni na samym starcie często nie potrafią się podnieść, a nieraz tracą kolejne bramki i punkty odlatują.

Jak tak wieczorem później oglądałem mecz naszej Reprezentacji, to pomyślałem, że Paszkówka to trochę tą Czarnogórę przypominała. Kiedy poczuła, że przeciwnik minimalnie rozluźnił szyki - momentalnie przechodziła do akcji ofensywnych. Na szczęście - jak i Czarnogórcy - skutecznością nie grzeszyli, a i  my swojego "Lewego" też mamy. Ale o tym później.

Na szczęście z Brzeziną ten scenariusz się nie sprawdził. Nie tym razem. Dość szybko potrafiliśmy odrobić stratę za sprawą prezentu obrony miejscowych, ale też i zimnej krwi Majdy, który ten prezent potrafił zamienić na gola.

Nie powiem - pierwsze trafienie gospodarzy było przedniej urody. Plasowany strzał między głowami obrońców, bramkarz kompletnie zmylony i zasłonięty. Troszkę przypadku tam było, ale respekt dla strzelca bo nie każdy tak potrafi.

Natomiast to co zrobił Tomek Dubiel przy golu dającym nam prowadzenie - to ja bym chyba tą bramkę postawił przed tą jesienną przewrotką. Tamto był majstersztyk, ale i trochę fuks. Tutaj - wiem, że Tomek tak strzela na treningach i w końcu potwierdził swe umiejętności .

Parafrazując komentarz T. Hajty po trafieniu Lewego przeniosę go na nasze warunki:

 bramkarz, co prawda, zareagował ale i tak zostaną mu tylko powtórki z telewizji... .

Oba gole niemal bliźniacze, choć rozgrywki to już tak niespecjalnie. W obu przypadkach - czapki z głów, Panowie!!

Trzecia bramka to również prezent obrońców Paszkówki, który Tomek wykorzystał w swoim stylu.
No i tu będzie mała łyżka dziegciu w tej całej beczce miodu.
Mianowicie wolałbym abyśmy zdobywali bramki po swoich wypracowanych sytuacjach, nie po kiksach rywali. Fakt, że te też trzeba wykorzystywać. Ale przecież sami też stwarzamy. I to niemało. Jeszcze trochę kuleje skuteczność, ale jestem przekonany, ze i to wkrótce się poprawi.

Kończąc - chciałbym nawiązać do tytułu tego artykułu. Mija dokładnie pół roku po tym jak przełamaliśmy złą passę jesienną i zdobyliśmy jeden punkt w Makowie - po remisie 1-1. To już dziewięć kolejek.
Kiedy zrobiłem sobie zestawienie jedynie za ten okres - jesteśmy na drugim miejscu, tuż za naszym niedzielnym rywalem i absolutnie najpoważniejszym kandydatem do awansu - Ryczowem.
To też nie jest dla nas dobra informacja, bo ryczowianie w tym samym okresie nie zremisowali nawet jednego spotkania. WSZYSTKO na plus!

No cóż. Przyjmiemy każdy wynik, pod warunkiem, że zejdziemy z murawy resztkami sił i po meczu powiemy sobie w twarz, że zrobiliśmy wszystko co się dało. O takich meczach zwykło się mówić, że nie ma się nic do stracenia, a do ugrania aż trzy punkty. I jeśli ktoś nie wierzy, że można  Orłowi je wyrwać, ten kiep i z pewnością w Ryczowie go nie zobaczymy.

Zapraszam do obejrzenia bramek z meczu w Paszkówce.


Paszkówka 1-3 Brzezina - bramki przez stanisaw-mudka

2 komentarze: