wtorek, 8 listopada 2016

Tempo utrzymać

Przed sobotnim meczem w Białce, szczerze mówiąc, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony pozycja w tabeli, wyniki i obecna forma nie napawały optymizmem. Z drugiej zaś świadomość, że w obrębie pierwszej dziesiątki w zasadzie wszystko może się zdarzyć i się zdarza.





      Jednak od początku tygodnia coś mi podpowiadało, coś mi wierciło w brzuchu dziurę, że może nie będzie tak źle jakby tego należało oczekiwać. No i masz!
Taki człek pazerny jest, że po końcowym gwizdku o mało co bym pretensje miał, że nie wygraliśmy tego spotkania.
Ale też nie bez powodu.

 Że "król jest nagi" w tym dniu okazało się już po pierwszych kilkunastu minutach. Białczanie - mimo atutów swojego boiska, wsparcia kibiców i (tak mi się wydawało) przychylności sędziów - nie potrafili zdominować boiska.
Wręcz przeciwnie - to nasi chłopcy najczęściej wygrywali bój o środek  który, jak wiemy, jest kluczem do działań, że tak powiem: zaczepno- ofensywnych, że o defensywie nie wspomnę...

Dobra. A tak na poważnie to rozczarowała mnie gra gospodarzy, bo spodziewałem się huraganowych ataków od pierwszego gwizdka i obrony Częstochowy z naszej strony.
 Nic takiego jednak się nie zdarzyło, a nawet odniosłem wrażenie, że Brzezina przez 3/4 meczu kontrolowała jego przebieg  i z całą pewnością - jeśli chodzi o działanie ofensywne - miała "więcej z gry".
Jak to bywa w takich pojedynkach, kiedy o każdy metr trawy musisz stoczyć ciężką bitwę - nie można powiedzieć, że to był ładny, pełen finezji i bajecznych zagrań mecz.
 WALKA, walka i jeszcze raz walka! A, że rozmiar i stan murawy nie powalają, to i kopaniny trochę przy okazji też się znalazło. Mimo to stworzyliśmy kilka ciekawych sytuacji: Najciekawsze z nich to dwa słupki. Pierwszy to strzał Anteckiego tuż przed zejściem do szatni -w słupek. Następnie kolejny słupek w drugiej części po uderzeniu M. Grosa prawie z linii końcowej(śmiem twierdzić, że gdyby piłka minęła ten słupek - bramkarz nie zdołałby jej opanować). Dalej: strzał Anteckiego z ostrego kąta i rykoszet, po którym zawodnik Białki z linii bramkowej wybił futbolówkę (chyba najlepsza z okazji).
Ale to nie koniec...

Jak T. Dubiel sobie pojeździł z obroną gospodarzy po skrzydłach - to aż miło było oglądać. Szkoda,że choć jedna z tych świetnych sytuacji nie weszła, bo byłaby euforia. Myślę, że miejscowym nie udałoby się już w tym dniu odbudować.
Drugi z Tomków - Frej też miał swoje kilka sekund: Można powiedzieć, że piłka meczowa na szesnanstym metrze! Pozostało zapytać bramkarza w który róg... szkoda, zabrakło zimnej głowy.

Poźniej znów Dubiel przewiózł obronę przez pół boiska, ograł w polu karnym i uderzył tuż przy krótkim słupku. No bajka! Gdyby tylko wpadło...

No i ostatnia akcja w meczu i "Bajcar" na długim słupku, po zagraniu z rzutu rożnego. Co by było gdyby... Każdy z osieczan dopisywał już w tabeli trzy punkty, a tu piłka tak paskudnie skozłowała, że ani jej nogą ani głową wepchnąć do siatki nie szło.

Z drugiej strony - gospodarze też mieli swoje akcje. A najbardziej klarowne to - w pierwszej części -uderzenie Szymoniaka z narożnika pola karnego - piłka minimalnie minęła słupek bramki Kulczyka.
W drugiej części ten sam zawodnik i kopia strzału z pierwszej połowy, ale z jeszcze  mniejszego dystansu. Tym razem po krótkim słupku. Tam już nasz bramkarz był na posterunku.
Zanotowałem jeszcze jeden strzał zawodnika białczańskiego zza szesnastki, jednak Kulczyk bez wielkich problemów sparował futbolówkę na róg.
Nie obejrzeliśmy do końca żadnej bramki, ale nie można powiedzieć, że emocji zabrakło!
Niejeden rywal już się przekonał na własnej skórze jak ciężkim terenem jest białczańskie boisko wraz z jej zagorzałymi kibicami. Zwycięstwo w tym sezonie zanotowały tam tylko Jawiszowice (3-0), zaś reszta musiała schodzić z boiska ze spuszczoną głową. Jedynie jeszcze  Niwa może pochwalić się jednym punktem wywiezionym z tego ciężkiego terenu.

Już w najbliższy piątek o 14.00 zagramy mecz ostatniej kolejki tej rundy, choć - jak zapewne wiemy - dla nas to nie ostatni mecz w tym roku. Mamy przecież zaległy mecz w Brodach, który nie odbył się w zaplanowanym czasie z powodu nadmiernych opadów i złego stanu murawy. Mecz został zaplanowany na kolejny tydzień po ostatniej kolejce i - jeśli warunki pozwolą - już dziś zapraszam wszystkich kibiców na to spotkanie.

Ale zanim to nastąpi -myślę, że czeka nas jeszcze cięższa przeprawa niż w Białce. Przyjeżdża do nas Beniaminek. I to nie z tych co to pograją po awansie pół rundy, a gdy dostają ze dwie "czapy" to powietrze z nich schodzi i mają pograne.

Jawiszowice, niestety, spadek formy mają już za sobą i ostatnie wyniki pokazują, że nie jadą do nas stawiać autobusu na szesnastce (no chyba, że na naszej). Trzeba koncentracji na 200% bo ich wyniki naprawdę mogą przestraszyć. Co prawda mieli serię pięciu remisów z rzędu po świetnym starcie sezonu i zimnym prysznicu z Zagórzanką u siebie. Ale jak już się pozbierali to wygrywają jak leci inkasując rywalom po 5-7 bramek.

Mam nadzieję, że  i do tego meczu podejdziemy z podobną, a może jeszcze większą koncentracją jak w Białce i nie damy sobie zawojować naszego terenu!

Tymczasem zapraszam na skrót kilku akcji z Białki. Bramek nie znajdziecie, ale na kilka z nich naprawdę miło popatrzeć, choć jakość niestety tym razem nie zwala z nóg.



Białka - kilka akcji przez stanisaw-mudka

1 komentarz: