niedziela, 2 października 2016

Głowy też grają.



...A może przede wszystkim ?

Remis 3:3 we wczorajszym wyjazdowym spotkaniu w Makowie Podhalańskim to optymistyczna informacja dla wielu kibiców spragnionych powrotu Brzeziny na właściwe tory. 



















      Naturalnie, że nie obyło się bez stresu,  a nawet chwil  kiedy już traciliśmy nadzieję. Na szczęście w tym spotkaniu pokazaliśmy, że ogromny wpływ na obraz gry mają głowy. Umiejętności - to jedno, ale psychika jest bodaj jeszcze ważniejszą rzeczą w każdym sporcie.

Takiej huśtawki nastrojów jaką wczoraj  w Makowie już dawno nie było mi dane doświadczyć.

Z jednej strony pozytywny, ale też nieco alarmujący przekaz wczorajszego meczu jest taki, że wszystkie bramki straciliśmy po stałych fragmentach gry.

Najpierw prowadzenie -  Damian Ochman wykorzystał świetne prostopadłe podanie Anteckiego i zostawił bez szans bramkarza gości.
Następnie wyrównanie - po szkolnym błędzie naszego obrońcy sędzia gwiżdże wapno przy którym Kulczyk został pokonany - to trzeba przyznać - po profesorsku.
Gospodarze poszli za ciosem - znów po stałym fragmencie i znów po kapitalnym uderzeniu zawodnika makowian. Tu również nasz bramkarz nie miał zbyt wiele do powiedzenia : futbolówka spadła jak kamień tuż obok lewego słupka naszej bramki.

Zrobiło się dramatycznie. Gra nam siadła do tego stopnia, że zadawałem sobie pytanie czy aby na tym 2-1 się zakończy. Na nasze szczęście w porę przyszło opamiętanie i już do końca pierwszej części nie udało się makowianom dobić nas celnym trafieniem "do szatni".

Po zmianie stron los się do  nas uśmiechnął : dośrodkowanie  M. Grosa w piątkę rywali, a tam tak "skutecznie " interweniował obrońca, że wylądowała w ich siatce.
I znów gra jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki  nabiera rumieńców i jesteśmy "w gazie".

Do czasu.

Kolejny stały fragment gry dla makowian i ... znów horror. Tracimy bramkę po akcji która nie przynosi chluby. Ale też muszę przyznać, że sam mam pewne wątpliwości czy przy tamtym zagraniu nie powinno być offsajdu. Co prawda ujęcie nie pokazuje jednoznacznie spalonego...w każdym razie nie umarłbym za to.
No cóż - stało się i znów trzeba gonić wynik. Na całe szczęście mieliśmy  w sobie na tyle dużo determinacji i chyba też czuliśmy, że jeszcze nie wszystko  jest rozstrzygnięte: wszak rywal nie był nie do pokonania. Konsekwencja i upór spowodowały, że po jednej z akcji w końcówce błąd popełnił bramkarz, co skrzętnie wykorzystał Antecki który znalazł się na posterunku. Ale dodać też trzeba, że nie byłoby zdarzenia, gdyby nie ponownie dobrze dogrywający Mateusz Gros. To jego kąśliwe zagranie / strzał - trudno powiedzieć co "artysta" miał na myśli - spowodował omyłkę golkipera gospodarzy.

Ten wynik już dowieźliśmy do końca. Trzeba przyznać, że jest on bardziej dla nas sprawiedliwy i lepiej oddaje przebieg całego meczu. Może pod niektórymi względami ustępowaliśmy gospodarzom, z pewnością do idealnej gry nam tak jak stąd do Makowa, ale jednego chłopakom odebrać wczoraj nie można: serca do walki.
Możesz nie mieć formy, możesz być w słabszej dyspozycji, sędziego przeciw sobie. Może rywal być za silny. Jednak gdy wyjdziesz na murawę i walczysz tak, że zanim zaczniesz się rozbierać w szatni musisz złapać oddech  - wtedy wiesz, że zrobiłeś wszystko co tylko mogłeś, aby schodzić do niej z podniesionym czołem. I to z całą pewnością każdy kibic doceni. I tak też było wczoraj.

 I za to Wam wszystkim serdecznie dziękuję !



Tak padały bramki w Makowie przez stanisaw-mudka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz