wtorek, 13 września 2016

Zawsze może być lepiej

      Chyba niewielu z nas spodziewało się takiego obrotu spraw  i wyniku naszej Brzeziny poniżej oczekiwań.


   






   Mija miesiąc jak ostatni raz popełniłem tutaj jakiegoś posta. Oczywiście przepraszam wszystkich rozczarowanych moją słabą aktywnościa i obiecuję poprawę. Przyczyn było kilka i właściwie szkoda czasu się nad tym rozwodzić. Mam nadzieję, że uda się od teraz nieco więcej uaktywnić, że tak powiem, "medialnie".

    Niestety w niezbyt miłych dla nas okolicznościach przyszło mi dziś pisać. Co tu  dużo mówić? Jaka jest sytuacja naszej Brzeziny - każdy widzi:

Po stosunkowo niezłym starcie i mocno szczęśliwie wygranych derbach z Niwą przyszedł czas zniżki formy.  Ale tak naprawdę trzeba by się zastanowić czy ta forma w tym sezonie właściwie do nas zawitała.
Nie bez kozery napisałem "stosunkowo niezłym starcie", bo już tamten mecz w Zalasie nie wyglądał dla nas zbyt rewelacyjnie. Po dobrym początku  pozwoliliśmy sobie "włożyć" dość łatwo bramkę po sporym błędzie - z rzutu rożnego.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego tylko, że w przebiegu późniejszych meczów niestety okazało się, iż to jest nasza aktualna bolączka. Kolejny mecz i niemal identycznie stracony gol. Doszło do tego, że teraz cierpniemy przy każdym stałym fragmencie gry. Nie wiem, nie funkcjonuje komunikacja między zawodnikami? Nie umiemy się asekurować? Trudno mi to określić. Natomiast chwała Bogu, że między słupkami mamy Łukasza Kulczyka, bo ten Gość praktycznie nigdy nie schodzi poniżej swojego wysokiego poziomu gry.

   Idac dalej: Paszkówka. Można powiedzieć- plan wykonany. Jednak, obserwując sytuację w tabeli i dotychczasowe wyniki odnoszę wrażenie, że to były dla nas dwa spotkania, które powinniśmy byli zakończyć wysokimi i pewnymi zwycięstwami. Z Paszkówką tak się skończyło, choć ta kopia bramki straconej z Victorią nie przysparza nam powodów do dumy.

   Schody natomiast zaczęły się  od trzeciej kolejki. Przyjechał do nas lider i... boleśnie pokazał nam jak konsekwencją i skutecznością odbierać co swoje na murawie. Naprawdę mogło być zupełnie odwrotnie, ale u nas zawiodła niestety skuteczność. Cóż, jak się nie trafia z pięciu, a nawet z dwóch metrów, to nie może być już lepszych sytuacji.

https://www.facebook.com/misiek39/videos/935629009897083/

Tymczasem rywal gra swoje i konsekwentnie koryguje ustawienia w trakcie meczu...
 Po czym w drugiej części COŚ  nam "odcina zasilanie" i nie jesteśmy w stanie  nic zrobić.
 Smutna porażka, bo przeciwnik był w zasięgu. Można było trzy szybkie bramki zdobyć i mecz byłby "ustawiony"  po pierwszym kwadransie. Tak się jednak nie stało.

   Na pocieszenie "zaliczyśmy" jeszcze Niwę, ale  było w tym więcej szczęścia niż faktycznej przewagi boiskowej. Tak też czasami bywa, choć  to słabe pocieszenie.

https://www.facebook.com/misiek39/videos/938530469606937/

Dobrze, że mamy jeszcze Tomka Dubiela, który robi co może próbując urwać rywalowi punkty. Ale z czasem będzie coraz trudniej:  każdy trener widzi co chłopak strzela i to od pokrycia jego właśnie zaczyna ustawiać formację obronną. To normalne.

Wreszcie dwa ostatnie mecze... . Przyznaję - nie byłem w Gromcu. Sprawy osobiste - nie widziałem jak to wyglądało. Porażka w doliczonym czasie gry, w dodatku po bramce, jak to mówią: "stadiony świata". Niby żaden wstyd, ale...

No i mecz ostatniej kolejki. Rywal niezbyt nam znany, spadkowicz z 4 ligi. Teoretycznie ekipa do przejścia. W praktyce- przy naszej obecnej formie, kondycji i ... zaangażowaniu już po pół godzinie  można było stawiać w ciemno, że nawet punktu nie obronimy. Inna sprawa, że sędziowie też dołożyli swoje "trzy grosze". Ale przecież to żaden wyjątek: panowie z gwizdkami i chorągiewkami mylą się na potęgę i pewnie jeszcze długo nic tego nie zmieni.

https://www.facebook.com/misiek39/videos/946977498762234/
https://www.facebook.com/misiek39/videos/947411565385494/

A zresztą... co nam się oglądać na sędziów skoro sami nie stworzyliśmy nawet poważniejszego zagrożenia rywalowi ?

 Co zatem dzieje się z naszą drużyną?

Ba! Gdyby była na to jednoznaczna odpowiedź, niejedna o wiele mocniejsza od nas ekipa unikała by takich "dołków" jeszcze zanim się pojawią.
Ja twierdzę, że całe problemy biorą się z przygotowania kondycyjnego. Owszem - ważne jest stawianie na opracowania taktyczne, technikę,  rozgrywanie, przesuwanie formacji i inne szczegóły. Ale wszystko zaczyna się w głowie i w płucach zawodników. Nie masz siły - nie dasz rady.

Te podstawy, czyli szybkość i wybieganie, podwajanie krycia, asekurację w każdej formacji, włączanie się w akcje ofensywne - to wszystko zaprezentowali nam goście z Zembrzyc. Podobną grę oglądaliśmy w wykonaniu Niwy, a także Ryczowa. Tylko Niwę udało się pokonać.
 Z naciskiem na "udało się"... . Ale to wszystko zbudowane jest na wybieganiu i kondycji.
U nas te wszystkie elementy kiedyś pięknie funkcjonowały. KIEDYŚ. Teraz wypadło nam ze składu kilku graczy i musimy poskładać te klocki na nowo...
WSZYSTKO zaczyna się od przygotowania fizycznego i wydolności. Potem można zacząć myśleć o tworzeniu gry. Jeśli tego nie masz - możesz sobie co najwyżej potruchtać po boisku...

Kto mnie zna ten wie, że nie piszę tych słów po to aby się nad kimkolwiek znęcać, czy krytykować. Nie tędy droga. Mało kto zdaje sobie sprawę jak bardzo mi zależy abyśmy nigdy nie schodzili poniżej swego poziomu gry.

   Być może trzeba ponownie zrewidować skład wyjściowy. Może konkretne decyzje personalne. Ja mam swoje typy, ale to nie moje zadanie aby cokolwiek sugerować - to trener jest z drużyna i to on ponosi odpowiedzialność za te sprawy.

Jedno co mogę stwierdzić z całą pewnością to fakt, iż takie obniżenia formy letnio/jesienne to u nas już niemal doroczna tradycja, o czym boleśnie przekonało się już  kilku trenerów. I choć wiem, że zabrzmiało to bardzo nieładnie, to w istocie  jest bardziej skierowane do "ciał decyzyjnych" żeby przypadkiem komuś nie przyszły do głowy jakieś kudłate myśli.
Nie potrzebujemy nowych bohaterów ani uzdrowicieli w klubie. Potrzebujemy trochę czasu i spokoju. Zresztą - jak zawsze: kiedy przychodzi dołek  najważniejszy jest spokój, motywacja i praca. Ciężka praca. A wyniki też przyjdą. Zobaczycie.

Trzymamy mocno kciuki za naszych chłopaków i kibicujemy już w najbliższą sobotę w meczu wyjazdowym w Chełmku. Czekamy na spotkanie, które będzie przełamaniem i da nam solidnego kopa na resztę rundy!

Ps. Nie- nie zapomniałem o środowym spotkaniu w PP, który zagramy w Rajsku. Jednak sam uważam, że najlepiej byłoby posłać tam juniorów. Niech się chłopaki ogrywają. Od lat namawiam aby na tym poziomie puchary były rozgrywane w okresach przygotowawczych. Komu i po co to służy, aby amatorzy grali spotkania co 3 dni ?? Sami sobie odpowiedzcie.

2 komentarze:

  1. no niestety przełamania nie było w Chełmku, ja widzę jeden ważny powód fatalnej gry - odejscie ze składu kilku zawodników, jak byli ważni teraz to widać, a po za tym powiem to co pisałes Ty wiele razy, armią zaciężną drużyny lepiej nie budować

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się - nie było. Ale... Nie cały mecz był przecież słaby. Co do armii zaciężnej: Ozłocę Cię jak mi dasz trzech NASZYCH juniorów którzy poziomem przynajmniej porównasz z tymi którzy odeszli. A grać trzeba. Dlatego też taki nacisk jest teraz u nas na grupy młodzieżowo - dziecięce. Tylko, że to dopiero za kilka lat.

    OdpowiedzUsuń