niedziela, 27 września 2015

Nie będzie przyjemnie. Ani grzecznie.

Nie może być. Nie potrafimy zagrać na swoim równym poziomie. Brakuje konsekwencji i...chyba motywacji. Trudno powiedzieć - czego jeszcze. Ale nasza gra  w jednym tygodniu wygląda przyzwoicie. W porywach - do fantastycznie. By za tydzień przedstawiać coś na kształt walenia.







Walenia  głową w mur.
Chcieć - nie zawsze znaczy móc. Już kolejny raz w tej lidze okazuje się, że każdy może pokonać każdego. Szkoda, że tym razem to my przekonaliśmy się o tym tak sromotnie! A myśleliśmy, że doświadczenia z Alwerni ubiegłego roku już dawno zaprocentowały tzw. boiskową mądrością...
Człowiek uczy się całe życie. A co dopiero młody człowiek.

Podobnie bramkarz: skoro wychodzi do piłki z ogłuszającym rykiem: "MOJAAAA" - musi się spodziewać, że nikt z naszych nie będzie mu przeszkadzał w chwytaniu piłki. Zatem powinien być na 100 procent pewien, że tą piłkę złapie lub wybije, a co dopiero, że do niej zdoła dobiec... .
 Niestety - to są błędy podstawowe. Choć na pocieszenie dodam, że i na poziomie najwyższych lig się zdarzają.

Natomiast jak chodzi o drugą bramkę, tutaj swoje przysłowiowe trzy grosze dorzucił nam ... arbiter. Choć muszę przyznać, że całkiem przyzwoicie - w mojej ocenie - gwizdał ten mecz. Jednak w tym jednym momencie dwukrotnie niechcący przeszkodził  zawodnikom w dokładnym zagraniu piłki. Tak się tam "poniewierał" po tej murawie... .
Ale zakichanej baletnicy ...bleeee..
Błąd był ewidentny w naszej formacji obronnej: zostawiliśmy taką piękną uliczkę napastnikowi Paszkówki, że ten byłby frajerem kolejki, gdyby tego nie wykorzystał. Po tej akcji było już w zasadzie wiadomo, że nie dla nas zaświeciło jesienne słonko przez moment tego spotkania.
Do tego tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie Kułas zgłosił uraz i nasze szanse spadły szybciej niż jesienne liście z okolicznych drzew.

Doceniam to, że chłopaki walczyli. Szarpaliśmy, próbowali, ale jak Mantrę będę powtarzał: w pojedynkę nie da się meczu wygrać. A tu jakby sobie na złość - pogrywaliśmy z klepki we własnej strefie, a tam gdzie trzeba było rozklepać rywala, czyli na ich szesnastce - zabrakło dwóch trzech krótkich podań, które otwierałyby drogę do bramki. Za to nagminne było wożenie piłki w poprzek, co przeważnie kończyło się stratą. Słabo to wyglądało... .
Już kiedyś o tym mówiłem: zawodnik w posiadaniu piłki na 20-tym metrze zamiast dogrywać, zastanawia się co z nią zrobić. DLACZEGO? Wygląda to tak jakby nie było  zrozumienia w zespole.Nie ma automatyzmu. Nie ma podań w tempo. Za to jest improwizacja i próby rozwiązań indywidualnych. Słabych rozwiązań. Nie wystarczy przeważać w meczu. Trzeba jeszcze umieć tą przewagę przekuć na gole. Inaczej kończy się jak w naszym przypadku, czy choćby wczoraj w Łękach.

Brakuje nam Łukasza. Brak nam Lidera z krwi i kości. Takiego prawdziwego Kapitana, który będzie potrafił pokierować, zagrać czy opi...ić kogo trzeba na boisku. Gościa za którym reszta chłopaków poszłaby nawet w ogień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz