poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Forma nie przychodzi znikąd.

 
Ostatnie wyniki naszego zespołu może nie zwalają z nóg,  mecze nie są najpiękniejsze a bramki super efektowne. Jednak nikt nie może nam zarzucić, że nie efektywne! 






     Będę trzymał się słów naszego "Kołcza" jak przysłowiowy ślepy, bo często jego uwagi trafiają w sedno sprawy i zawsze mają na względzie przede wszystkim dobro zawodników: 'We wszystkim trzeba szukać pozytywnych stron'

W obliczu wciąż trwających kłopotów kadrowych naszej drużyny: kontuzji, wykluczeń i chorób nasza pozycja w tabeli jest zadziwiająco dobra. Mimo to, że nie cieszymy wszystkich oczu swoją grą i pęknymi akcjami, to przecież ciułamy punkty, wygrywamy i jesteśmy cały czas kandydatami do awansu.

Ja tylko jeszcze przypomnę: Szymon Żurek wciąż po złamaniu nogi dochodzi do zdrowia. Gips zdjęty, ale o bieganiu nie ma mowy. Łukasz Szczepaniak - kontuzja łydki odzywa się z regularnie i coraz częsciej. Po spotkaniu w Białce - na tyle mocno, że nie był w stanie wystąpić w sobotnim meczu z Sokołem.
Marcel Rogala - w końcu udało mi się go obejrzeć na murawie. Co prawda nie cały mecz, ale zmiana  którą dał była dobra. Mam duże nadzieję związane z tym graczem.
Tomek Dubiel - pechowa kontuzja wciąż straszy naszego błyskotliwego zawodnika. Mimo iż zagrał od pierwszego gwizdka i strzelił pierwszego gola w tej rudzie, nie dane mu było dobiegać do końca meczu! Aż się boję jakie będą rokowania na resztę sezonu.
Mariusz Antecki - fatalnie poobijany po faulu w Białce. Nazajutrz ledwo chodził i pod znakiem zapytania był jego występ. Mimo to - z bólem i - stawił się na meczu i na własną prośbę zagrał. Bo chciał!
To samo Jaromin - nie ma że boli, że noga jeszcze nie ta. Gram bo chcę! Tak zwykł mawiać. Co z tego, że przeczłapał pół meczu, że nie szło? Znalazł się tam gdzie miał być i zrobił czego od niego oczekujemy!
Co by było gdyby nie zagrał? Co najwyżej remis. Strach pomyśleć.

I dlatego - jak zwykł mawiać nasz trener - w każdym zdarzeniu starajmy się znależć jakiś pozytyw.

W Białce co prawda przegrana, ale strzeliliśmy gola jako jedyni - jak do tej pory - drużynie która nagle urosła do rangi czarnego konia rozgrywek.

U nas - z Sokołem - co prawda zagraliśmy przeciętny mecz, ale kto będzie o tym pamiętał za tydzień, dwa czy za miesiąc ?! Punkty Panowie, punkty się liczą ! Forma tez przyjdzie i finezja i polot w grze. To już przerabialiśmy. To też przerabiały największe Firmy w piłkarskim świecie.

W tym duchu chciałbym odnieść się również do naszych młodszych grup rozgrywkowych, a w szczególności do juniorów.

Miałem przyjemność obejrzeć na żywo spotkanie naszych młodych zawodników w pojedynku z Górnikiem Brzeszcze. Muszę powiedzieć, że samo widowisko przyniosło nie mniej emocji niż oglądanie Okręgówki.
Nie udało się pokonać gospodarzy. Trudno! Takie jest życie piłkarza: raz wygrana, raz porażka. Czasem remis.
 Wiadomo - wynik poszedł w świat. Cóż z tego? Ten "świat" pewnie się nawet nie dowie, że pojechaliśmy do Brzeszcz zaledwie jedenastoma zawodnikami. Pewnie nikt nie zauważy, że drugą połowę zagraliśmy tylko dziesięcioma graczami. CÓŻ Z TEGO ?

Ja wiem i wy wiecie, że było sporo zagrań i akcji z których nawet i seniorzy byliby dumni. A gole Patryka Tomali czy Dominika Czernego mogłyby być okrasą każdego meczu! Można to sprawdzić poniżej - zrobiłem skrót najlepszych zagrań i bramki. Okazało się, że zmontował się materiał gdzie jest więcej sytuacji niż  w jedynce!
Tak naprawdę to dwa szybko stracone gole podcięły nam skrzydła już na początku meczu. Ale również dwa stracone- to efekt wyłącznie indywidualnych błędów i nie można winić za nie całej drużyny.
Za błędy nie można winić nikogo - przecież futbol to gra błędów i ten wygrywa kto mniej ich popełni.
Ale robią je wszyscy!
Za to wart podkreślenia jest fakt, że po utracie dwóch goli potrafiliśmy się podnieść i jeszcze przed przerwą złapać kontakt. To my prowadziliśmy grę i byliśmy bardzo blisko wyrównania. Niestety w drugiej części Patryk Tomala nie mógł wystąpić z powodu zapotrzebowania pierwszej kadry na popołudniowy mecz seniorów.

Ale mimo to - grając w dziesiątkę - potrafiliśmy w końcówce zdominować rywala i zepchnąć do rozpaczliwej obrony, strzelając jeszcze bramkę po pięknej główce. A przecież były szanse na więcej!
Dziękuję wam za walkę do utraty tchu. Za to, że podnieśliście przysłowiową rękawicę pomimo przewagi liczebnej rywala chciałbym was zachęcić do jeszcze pilniejszych treningów. Nie  wolno NIGDY się poddawać. Przed nami jeszcze wiele kolejek i masa punktów do zdobycia.

 I pamiętajcie: Forma nie przychodzi znikąd. To wiele wiele godzin ciężkich treningów i mozolnej pracy!
Wszak to wy jesteście tymi z którymi wiążemy nadzieje o ewentualnym awansie do 4-ej ligi!

Tymczasem ja jestem święcie przekonany - po tym co ujrzałem w Brzeszczach - że stać nas spokojnie na utrzymanie się w I-szej lidze Okręgowej juniorów.
Namawiajcie swoich kolegów do treningów i przychodzenia na mecze. Spróbujcie przekonać, że gra  dla Brzeziny to zaszczyt i honor,  a nie zło konieczne!



I-sza Liga Juniorów - Górnik Brzeszcze 4-2... przez MojaBrzezina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz