piątek, 16 sierpnia 2013

Utarli nam nosa !

Mój dobry znajomy zwykł mówić : poniżej chmur też jest świat... .  Myślę, że żadne stwierdzenie nie pasuje lepiej do tego co się wydarzyło na naszym stadionie wczoraj.
Białczanie wylali nam  kubeł zimnej wody na głowy i, powiem szczerze - ja się z tego cieszę !
Zawsze pamiętajmy, że w piłce żadna - a zwłaszcza taka drużyna jak Tempo - nie położy się na trawie czekając na najniższy wymiar kary. Ja o tym pisałem tydzień temu. Jasne przecież było, że podejdą do tego spotkania ambicjonalnie. Ale historia piłki nożnej pokazuje, że już niejeden faworyt przegrał w pojedynku nie z rywalem, a z błędnym przekonaniem o swych umiejętnościach, wyjątkowym szczęściu oraz prawu serii.

  Zagraliśmy dziś schemat, który do tej pory przynosił efekty. Wydawało się , że to wystarczy  w połączeniu z tym, że goście to zespół swojego boiska. Faktycznie - z początku nie wyglądało to najgorzej: sporadyczne wypady białczan, kończone w naszej strefie obronnej. A tak to murowanie pola karnego nawet ośmioma zawodnikami. Ciężko się gra przeciwko takiemu rywalowi. Ale też trzeba mieć ogląd sytuacji na boisku i w porę reagować. Skoro gra na jeden kontakt nie daje efektu. Skoro zabawa 'w dziada" przeważnie skutkuje stratami piłek  - to trzeba próbować innych rozwiązań. Tymczasem to po takiej zabawie i stracie piłki sędzia podyktował nieszczęsny faul z którego dość niefortunnie straciliśmy bramkę.

 Jeśli gramy przez cały kwadrans lewą stroną na skrzydłowego który średnio sobie radził , a w tym czasie prawą stroną na próżno przemierzał kilometry nieraz zupełnie nie pilnowany nasz drugi pomocnik to jak to nazwać? Wypełnianie wskazówek trenera ? Czy może ślepe zadufanie w umiejętności naszych młodych, na których podwajano i potrajano krycie ?!
Na pierwszy rzut oka widać było, że są celem nr1 ich obrońców.
A tu aż się prosiło aby grać bramkarzowi akcje od strony zachodzącego słońca które dramatycznie oślepiało o tej porze dnia. Nic z tych rzeczy. Na próżno Jaromin wypluwał płuca. Dostał może z pięć piłek. Drugie pięć musiał sobie sam wybiegać...
Czy naprawdę sądziliśmy, że w końcu ktoś nie wyciągnie wniosków z naszej schematycznej gry?

   Przeciwnik był dziś od nas po prostu mądrzejszy. Nie powiem, że piłkarsko lepszy ( chociaż też - przecież skutecznie doprowadził zwycięski wynik do końca! ). Na pewno zagrał dojrzalej. Z pewnością podeszli do nas z większym szacunkiem niż w ostatnich dwóch meczach. I to przyniosło efekt

. Należało się nam i już.

 
  Cóż zrobić - teraz głowy do góry i jedziemy do Sosnowianki !

 Lepiej raz przegrać niż dwa razy zremisować  - to stara prawda, ale jakże prawdziwa.

sobota, 3 sierpnia 2013

Orzeł nie poleciał

Pewne trzy zero i koniec przygody z pucharami... zafundowała Brzezina Osiek swojemu rywalowi w kolejnej edycji Pucharu Polski.

   Drużyna - składająca się w 90 procentach z byłych zawodników i trenera  Hejnału Kęty  - stawiła  opór podopiecznym trenera Frączka jedynie w pierwszych 45-ciu minutach spotkania. Ale i tak nawet wówczas zawodnicy Włodzimierza Kowalczyka grali cofnięci we własną strefę próbując tylko odważnie kontrować. Jednak nawet nasz były zawodnik - Zygmunt Bąba nie zdołał pokonać naszego bramkarza.