sobota, 4 maja 2013

Demolka

 
  5-1 dla Kalwarianki. Wynik mówi sam za siebie... . Co mnie jednak uderzyło, to fakt, że nasz zespół był po  prostu słaby. Słaby fizycznie. Nie dorównywaliśmy góralom bodaj w żadym elemencie rzemiosła piłkarskiego. Nawet Jaro dziś nie umiał nic wskórać. Bramka dla nas - skądinąd ładne uderzenie Zarzyckiego z szesnastego metra - chyba jedyna rzecz która nam dziś wyszła (oprócz punktów, które zwiały - wszystkie trzy).

   Dwa gole do przerwy stracone w ciągu siedmiu minut - myślałem, że już po meczu. Nic podobnego: chwilę pózniej złapaliśmy kontakt, ale nie udało się wyrównać do przerwy.

    Po zmianie stron - kontynuacja i .. nadzieja, bo nie tak źle wyglądała nasza gra.  Jednak gospodarze po profesorsku nas wypunktowali. Straciliśmy znów dwa gole w 10 minut. I to była demolka.. Ale nie fizyczna, tylko psychiczna. Piąty gol to już po prostu kompletna rezygnacja. Nie było co zbierać - jak zwykło się mówić.

   Przecierałem oczy ze zdumienia, bo nie mogłem uwierzyć, że w trzy dni można tak sie pogubić. Jednak teraz - analizując zapis video, dochodzę do wniosku, że zapłaciliśmy wysoką cenę za środowe poświęcenie w spotkaniu z Babią Górą. To było widać gołym okiem, że nawet Jaromin, ani Mikołajczyk, którzy przecież są chyba najlepiej przygotowani pod względem motoryki nie umieli się dziś odnależć na boisku. Nikt z naszych dziś nie błyszczał.

  I tak sobię myślę, że tu mamy odpowiedź dlaczego Kalwarianka psim swędem zaledwie uratowała remis w Izdebniku, który przecież jest jedną z najsłabszych drużyn: jak się ma tak szeroką kadrę do dyspozycji, to można sobie pozwolić na wystawianie rezerwowych składów w  meczach ze słabeuszami. Nas niestety na to nie stać. Stąd mamy efekt jak dziś.

  Pod względem sportowym jednak  możemy się uczyć od nich. Ja wiedziałem już przed meczem, jak mniej więcej zagrają Meblarze  i to się potwierdziło w stu procentach: bardzo krótkie krycie, bardzo szybkie skracanie pola gry, przy jednoczesnym podwajaniu asekuracji - sprawiło, że nasi chłopcy już w momencie otrzymania piłki mieli na karku co najmniej dwóch zawodników i właściwie brak możliwości celnego odegrania . To stwarzało taki pressing, że chwilami nie było jak zagrać do przodu - tylko podania w poprzek boiska,do tyłu lub jakieś nieporadne próby gry z klepki, które niezbyt nam wychodziły...

Nie było pomysłu na rozegranie sensownego ataku pozycyjnego, bo również w pojedynkach jeden na jeden odbijaliśmy się od nich jak piłka od murawy.

  Natomiast Kalwarianie - niczym w stylu angielskich drużyn - rozprowadzali szybkie ataki skrzydłami (najczęściej prawym), dogrywając zadziwiająco precyzyjnie ostro bite wrzutki na szesnastkę bądź pole karne. Szalenie groźne sytuacje - nie radziliśmy sobie z tym .

I to były jedne z niewielu okazji dla nas do kontrataku - kiedy ich defensywa włączała się w akcje z przodu : szybki przerzut w strefę obronną przeciwnika, uruchamiający Jaromina bądź Mikołajczyka. Jednak najpierw  trzeba celnie dograć, a z dokładnością to dziś prawie żadne nasze zagranie nie miało wiele wspólnego, niestety.
Jak dla mnie zabrakło też Anteckiego, który pokazał w środę charakter walczaka. Może on pociągnąłby  tą grę z przodu...
    Z tak szybko przesuwającą się drużyną i tak technicznie grającą, nie da się wygrać na stojaka. Pierwszy kontakt, góra - dwa. Potem już jest za póżno. Boleśnie się o tym przekonywali nasi pomocnicy. A pozostawienie choćby metra swobody ich napastnikowi w obrębie szesnastki  błyskawicznie kończyło się strzałem. Tak straciliśmy pierwszego gola.
  Tymczasem nasz zespół grał dokładnie odwrotność tego, co prezentowała Kalwarianka: zjeżdżaliśmy z piłką do środka - tam gdzie rywal panował dziś niepodzielnie, zbierając wszystko co się da i rozprowadzając akcje do linii. Nie umieliśmy uruchamiać naszych skrzydłowych.

   No i niestety - ja uważam, ze zabrakło nam Daniela Płonki dziś jak nigdy! Nawet Kapitan nie był  w stanie go zastąpić,a kiedy w drugiej połowie zamienił się z Zarzyckim, przechodząc do środka - było już całkiem niedobrze.

 Jakby to powiedzieć... gorzka piguła i zimny prysznic. Ja myślę, że jeśli dobrze przeanalizować dzisiejszy mecz - można z niego wynieść sporo pozytywnych wniosków.  Owszem, zagraliśmy słabo, choć moim zdaniem wcale nie gorzej niż w Żarkach. To rywal okazał się być po prostu z wyższej półki. W dodatku zagrał na takiej skuteczności, że każda drużyna życzyłaby sobie takiej w meczach.

Porównując  podobny do tego mecz, to przypomina mi się nasze ostatnie spotkanie w okręgówce z Sołą Oświęcim: wówczas też miałem wrażenie, że gramy z drużyną  co najmniej o dwie klasy lepszą od nas.

Nie bez przyczyny twierdziłem, że Kalwarianka jest głównym pretendentem do awansu. I jeśli nie spuszczą z tonu - Unia będzie musiała poczekać jeszcze co najmniej jeden sezon. Takie jest moje zdanie.

Dzisiejszy mecz jeszcze bardziej utwierdził mnie w tym przekonaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz