poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Poszły konie po betonie...

 
 A raczej po gąbce. Bo taką przypominała murawa w Żarkach: na oko niezła, ale bardzo miękka i przesiąknięta wodą.
 Ale nareszcie udało się rozpocząć tą rundę. Wszyscy odetchnęli z ulgą wierząc, że teraz będzie juz coraz lepiej. Niestety, nasi kibice nie mają powodów do wpadania w szał radości, choć wczoraj w Żarkach zjawiło się nas duuuużo więcej niż można by się tego było spodziewać. To pokazuje jak bardzo i jak wielu czekało na inaugurację. Smaczku wszystkiemu dodawała też sytuacja w jakiej znalazła się nasza drużyna po rundzie jesiennej: z nowym trenerem i z radykalnie pozmienianym składem.

  W trakcie przygotowań wydawać się mogło, że zmiany jakie poczynił trener wyszły drużynie na dobre. Niezłe wyniki z dość solidnymi ekipami napawały optymizmem. Jednak należy pamiętać, że to zawsze będą tylko treningi. Próbowanie wielu ustawień, taktyki i stylów gry. Nigdy też zawodnicy nie graja w takich spotkaniach na przysłowiowy cały gwizdek. A już na pewno nie mozna liczyc na to, że będą nóg nadstawiać.

    Niestety mecz w Żarkach pokazał, że każda - nawet najsłabsza drużyna - na własnym terenie urasta do rangi faworyta. Zważywszy jeszcze na specyfikę tego boiska - można było się spodziewać, iż gospodarze spróbują zagrać o trzy punkty. I tak było. W pierwszych 30 minutach przecierałem oczy ze zdumienia, bo nie pamiętam meczu kiedy Żarki były tak blisko objęcia prowadzenia.

  Niestety  nasza postawa wybitnie im w tym pomogła. I jesli nawet obrona nie popełniała jakichś szczególnie rażących błędów, to srodek boiska wogóle nie współpracował z linią ofensywna. Kompletne nieporozumienie i brak dokładności. Zagrania nie w tempo i za plecy. Brak komunikacji pomiędzy rozgrywającymi, a napastnikami. Dochodziło do takich sytuacji, że mieliśmy piłkę na 30-tym metrze i graliśmy w poprzek, bo nie było pomysłu na rozegranie.
 Murawa z pewnością nie ułatwiała zadania, ale też gospodarze nawet to umieli wykorzystać: bili z każdej możliwej pozycji - nawet z trzydziestego metra. Inna sprawa, że niezbyt skutecznie. Ale jak nie spróbujesz- nie strzelisz. Stara prawda. Nasz zespół oddał JEDEN strzał z dystansu - w drugiej połowie. Bez komentarza.

   Oczywiście nie mam wielkich pretensji do chłopaków - trudno - czasem tak bywa, że mecz jest ciężki i po prostu nie układa się. Zastanawiam się jednak czy tak dużą ilością rozgrywanych meczów na sztucznej nawierzchni nie strzeliliśmy sobie trochę gola. Gołym okiem  widać, że chłopacy mieli kłopoty z opanowaniem skaczącej i ślizgającej się piłki..
To nie znaczy, że sama idea rozgrywania meczów na sztucznej murawie jest zła (choć każdy musi się zgodzić, że ten rodzaj nawierzchni niesie ze sobą większe ryzyko kontuzji), ale grając dłuższy okres czasu i przechodząc potem niejako z marszu na trawę - pojawia się właśnie taki problem jak wyżej. Inna rzecz - gdybyśmy mieli ten komfort co Chełmek. Ale to nie ta bajka...

   Zapewne wszyscy już znają wynik meczu, więc nie ma sensu się tutaj nad nim rozpisywać - dobry i jeden punkt - patrząc na przebieg i poziom tego widowiska. Zaskoczyło mnie natomiast to, że np. Daniel Płonka zagrał w obronie. Cóż, muszę przyznać, że całkiem nieźle sobie radził. Chyba większość z nas już zapomniała, że przecież to jego  pozycja, od której zaczynał granie w piłkę. Natomiast ostatnie lata był stawiany przez kolejnych trenerów z przodu: jako napastnik, bądź ofensywny pomocnik. Bywały mecze, że "Jonek" całkiem fajnie odnajdywał się w tej roli. Wszyscy pamiętamy jego piękne bramki z tamtego sezonu.

   Duet  Antecki - Wandor moim zdaniem wczoraj to było kompletne nieporozumienie. Nieco lepiej to już zaczęło wyglądać, kiedy wszedł Żurek. Ten przynajmniej próbował coś wykombinować na spółkę ze swym starszym kolegą z byłego już LKS-u  Skidziń - Zarzyckim. Inna rzecz, że obaj nie mieli chyba wczoraj najlepszego dnia... .
Natomiast nasz drugi napastnik- z całym szacunkiem, ale powinien jeszcze poszlifowac formę wśród swoich rówieśników. Boję się, że np. na Łęcki zespół to niestety za mało.

I na koniec: jeszcze nurtuje mnie jedno bardzo ważne pytanie: CO SIĘ DZIEJE Z JAROMINEM ???

Wszyscy wiemy ile ten facet znaczy dla tej drużyny. Wszyscy pamiętamy jego indywidualne akcje. Wszyscy mamy w pamięci jak  w pojedynke przesądzić potrafił o losach meczu. Musiałbym być  idiotą, żeby zaryzykować stwierdzenie, że Erynowi kiedykolwiek nie chciało się grać, czy przyjść na trening. Pamiętam doskonale jak szalał  na boisku, mimo grypy, czy gorączki. Zostawiał  płuca na murawie, choć po meczu zawsze twierdził, że mógł zagrać lepiej. Kto jak kto, ale Jaro nigdy nie obwiniał innych, tylko do siebie miał pretensje, kiedy nie szło, że mógł zagrać lepiej, że nie strzelił, że nie wykorzystał... . Nikt mnie nie przekona, że wczoraj nie przebierał nogami, aby móc tam być razem z kolegami.

   Spotkałem go przypadkiem wczoraj po meczu i zapytałem co tam z bolącą nogą. Usłyszałem odpowiedż, że już jest wszystko ok - noga nie boli, biega i trenuje.  Forma jest jaka jest, ale fizycznie ok. ZBARANIAŁEM !
 Niestety nie udało mi się dowiedzieć dlaczego zatem nie zasuwa na murawie ramię w ramię z chłopakami...

  No to może KTOŚ INNY MI ODPOWIE NA TO PYTANIE??  Odpowie NAM - kibicom? Bo każdy pytał o Seweryna.
Wstawia się do składu juniorów(z całym szacunkiem dla nich), którzy i tak nie są w swej szczytowej formie, a zdrowy zawodnik - TAKI ZAWODNIK - nawet ławki nie powąchał?
 Czy coś mnie znów ominęło, czy to kolejne czyjeś zagranie  podobne do tego, kiedy wywalono Bogdana, który wyraźnie przecież deklarował, że chce dla nas grać?! Może dosyć już tych przygrywek w Osieku? Chcemy w końcu scalonej i solidnej drużyny. Chcemy zobaczyć na boisku TEAM ! Tymczasem - póki co - mamy grupę chłopaków wyglądającą jakby pierwszy raz stanęli obok siebie.

  Mam nadzieję -  i wierzę w to - znając doświadczenie i mądrość Trenera, że przynajmniej On zachowa w tym klubie odrobinę rozsądku i doceni fakt, że Eryn - nawet jak nie jest w idealnej formie - to w takich meczach jak derby, da z siebie więcej niż może.
Jeśli nie - to właśnie po to tu jesteśmy - aby Mu o tym przypomnieć. Bo ten chłopak nawet jak nie błyszczy, to nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. A o całej sile napadu stanowi właśnie Jego forma strzelecka. Taki to już jest ten nasz osiecki zespół.
 Mamy swoją historię: bardziej i mniej chlubną. Kilku zawodników wpisało się już na stałe w jej annały. Choć dawno nie grają, to pamięć o nich jest wciąż żywa. Jaromin natomiast - pomimo, że jest jeszcze młodym chłopakiem i lata grania ma przed sobą - będzie miał w niej na zawsze swoje zasłużone  miejsce.

Jaro czekamy na Ciebie - bo bardzo ważny mecz przed nami
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz