niedziela, 21 października 2012

Cud się nie wydarzył

   ..Ani też żadna inna niespodzianka. Lider pokazał nam gdzie nasze miejsce i - choć nie zmiótł nas murawy, na co mógłby wskazywać wynik - pokazał "jak zwyciężać mamy". Wiadomo już dlaczego są na szczycie tabeli: Kiedy grają świetnie wygrywają wysoko i bezdyskusyjnie. Natomiast jak są w słabszej dyspozycji... to też wygrywają. I tak  było w dniu dzisiejszym.,
Bo umieli wykorzystać to co mieli w danej chwili - w przeciwieństwie do nas. Ot i cała tajemnica D&R Unii Oświęcim!

  Wszak pierwsza odsłona , jej początek, aż do przeklętej 40- tej minuty to była całkiem wyrównana walka, rzekłbym, ze wskazaniem na gospodarzy (czyli na nas- przypomnę). Zaczęliśmy nieco nerwowo, trochę spięci, ale widać, że wszyscy chcieli. Już pierwsza akcja pokazała, iż jest mobilizacja. Stworzyliśmy kilka dogodnych sytuacji, których - o Tradycjo! - nie umieliśmy skończyć.
Cóż poradzić. Unici z biegiem czasu poukładali szyki i pomalutku, sukcesywnie tworzyli nieznaczną przewagę w środku pola. Nie były to jakieś szaleńcze ataki. Wręcz przeciwnie - byłem zawiedziony bo liczyłem na futbol na wysokim poziomie z ich strony. Jednak nie powtórzyła się historia z meczu w Skidziniu, gdzie niemal zdmuchnęli z boiska miejscowych, aplikując im osiem bramek. Jednak dojrzałość w ich grze, szybkość i wyszkolenie techniczne były widoczne  prawie w każdej akcji. Mimo to dzielnie walczyliśmy aż do samej końcówki pierwszej części, kiedy to po rzucie wolnym z dwudziestego metra, Krzysiek Flejtuch odprowadził piłkę wzrokiem w prawy górny róg bramki.

No i wszystko się spie.... posypało. Jakaś głupia nerwówka, niepotrzebne pyskówki i wzajemne pretensje. KOMU TO BYŁO POTRZEBNE ??

  Wszyscy przed meczem podkreślaliśmy, że nie jedziemy na Unię po punkty. Tak czy nie? Czy mnie coś ominęło? Bo z tego co wiem, to mieliśmy nadzieję na fajnie rozegrane spotkanie, moooooże jakaś mała niespodzianeczka w postaci umęczonego remisu? No bo nie oszukujmy się - kim my na dzień dzisiejszy jesteśmy? OUTSIDEREM. Nie takie tuzy tam przegrywały!

Więc po co te nerwy ? Po co ta głupia kartka trenera? I osłabienie w następnym meczu ?

Wiecie co musimy poprawić na przyszłość? Nie kondycję. Nie technikę. Nie dynamikę, ani nie taktykę.
My musimy najpierw popracować nad swoją KULTURĄ na boisku.
 Na pierwszą lekcję zapraszam na mecz do Skidzinia. Byłem na kilku - sytuacja cholernie sporna, kibice gwiżdżą, krzyczą,Skidziń przegrywa 1:8  - płakać się chce z rozpaczy co ten sędzia wyprawia. A zawodnik co? Spojrzał na bocznego, pokręcił głową i pobiegł tam gdzie jego miejsce. Spadłem z ławki z wrażenia - bo to nawet w Extraklasie mało spotykane.
  Ja bym u nas wprowadził zasadę fair play w drużynie. Stawiam Browara dla każdego zawodnika, który ani razu nie odpyskuje sędziemu. I wiecie co? Mogę nawet flaszkę obiecać - nie znajdzie się taki, jak długi sezon - w ani jednym meczu! A niestety - muszę po raz pierwszy skrytykować - bryluje w tym nasz Trener. Ten, który powinien świecić przykładem. Przykro mi o tym mówić, ale to On jest od dawania przykładu innym - z racji  stanowiska, z racji doświadczenia - wreszcie - jako największy autorytet w zespole. Tymczasem - niestety jest odwrotnie. Jakim świetnym jest zawodnikiem - takim "cholerykiem" na murawie!
Nie wolno wpajać takiego cwaniactwa chłopakom, bo - o tym już dawno tu pisałem - to się obraca przeciwko nam. Dość mamy kłopotów kadrowych. Nie potrzebujemy "głupich" wykluczeń !

  Znów czuję żal, rozgoryczenie i złość. Nie z powodu porażki - ta nie boli aż tak bardzo. Wiadomo, jeśli wszyscy tam dostali w tyłek, to i mnie tak nie boli jak oberwałem - to na tej zasadzie. Jednak nie mogę się pogodzić z tym, że my ten mecz przegraliśmy w głowach. TAK - w mojej ocenie to była porażka już w  40 minucie meczu. I to było potem widać w całej drugiej połowie.

  Na tym kończę, bo nie chcę się znęcać i jeszcze raz apeluję: Ostudżmy swoje głowy! Bo grać w piłkę potrafimy.
 PRZEKUJMY SWOJĄ SPORTOWĄ ZŁOŚĆ NA BRAMKI. A zobaczycie, że wszystko się odmieni!

I mam nadzieję, że nikt tu po tym co napisałem się znów nie nadąsa - kiedy tylko można - wychwalam pod niebiosa(niektórzy mówią, że na wyrost). Jednak jak coś jest nie tak - czuję się w obowiązku, aby krytykować. Bo nie jesteśmy Towarzystwem Wzajemnej Adoracji, tylko Drużyną z ambicjami na wiele lepsze wyniki niż te, które do tej pory osiągamy !

Do zobaczenia w Izdebniku !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz