poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Trochę żal..

   Stan murawy przed meczem nie napawał zbytnim optymizmem i wiadomo było z góry, że czeka nas ciężka przeprawa.
Raz, że nikt - również my - nie lubimy już grać na tym grzęzawisku (choć z pewnością zrobiono wszystko, aby można było rozpocząć te zawody).
Dwa,  że ekipa górali z Izdebnika to solidna i dobrze przygotowana drużyna, z którą każdy zespół musi się sporo natrudzić. W dodatku wzmocniona w okresie zimowym o trenera- byłego piłkarza  Extraklasy.
W końcu trzy - to fakt, że mieli z nami rachunki do wyrównania z poprzedniej rundy, kiedy to pokonaliśmy ich w Izdebniku 2-3. Dodam jeszcze, iż głodni gry z powodu pauzy przed tygodniem (nie rozegrali zawodów z Jałowcem ze względu na zły stan murawy) i prawie wszystko jasne.

   Moje obawy potwierdziły się niemal w stu procentach. Izdebniczanie zaczęli już od pierwszej akcji. Po rzucie wolnym z 20 metrów i błędzie naszego bramkarza, mogło się zacząć koszmarnie. Na szczęście napastnicy gości nie należą do elity supersnajperów.
   Jednak to Brzezina pierwszą połowę była stroną przeważającą, ktora stwarzała więcej sytuacji - przynajmniej potencjalnie - bramkowych. Jaromin szarpał skrzydłami raz z lewej raz z prawej strony przeciwnika. Szkoda, że brakowało nam skutecznego wykończenia. Natomiast goście przeprowadzili kilka bardzo grożnych kontrataków.
   Wreszcie po pięknej akcji oskrzydlającej dwójki: Jaromin - Walus, ten drugi technicznym strzałem z woleja zdołał zdobyć upragnionego dla nas gola.

  Jednak - jak można bylo się spodziewać - gości nie speszyła bramka do szatni. Na drugą połowę wyszli jeszcze bardziej zmotywowani, co skutkowało ich jeszcze lepszą grą w tej części meczu.
  Nie wiem, nie słyszałem aby trener dawał jakieś sygnały by bronić tego niskiego przecież prowadzenia. Jednak z obrazu gry wyglądało to tak jakbyśmy postanowili dowieżć  wynik do końca. Z pewnością krótkie krycie i bardziej zdecydowana gra rywala wymusiła na chłopakach taką a nie inną postawę. Dość powiedzieć, że do 70 minuty, kiedy to straciliśmy wyrównującego gola, to Górale sprawiali wrażenie lepszej ekipy.
   Ostatnie 20 minut to pewnie byłby całkiem ładny pojedynek, który mógł obfitować w gole, bo oba zespoły poszły na wymianę ciosów. Jednak sporą rolę odegrała tu  kompletnie "rozjechana" już murawa.

  Widać było determinację w zespole. Usilne starania aż do ostatniego gwizdka nie dość, że nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, to jeszcze mogły skończyć się tragicznie.

   Szkoda, naprawdę szkoda tych dwóch cennych punktów, bo po pierwszej połowie odniosłem wrażenie, że "mamy ptaszka w garści", a tu trochę na własne życzenie. Trudno. Lepszy punkt niż nic.

 Przed nami bardzo ciężki wyjazd do Kalwarii. Wszyscy widzimy, że Meblarze na wiosnę to już nie ten zespól co jesienią i równają u siebie niemal wszystkich  równo z murawą.
TO WCALE NIE ZNACZY ŻE SIĘ NIE DA UGRAĆ TAM CHOĆBY PUNKTU!
Nie takie rzeczy się już w piłce zdarzały!

  Jednak ja chciałbym jeszcze zapytać o jedną rzecz: GDZIE DO CHOLERY SĄ NASI KIBICE ???

Jak trzeba krytykować w komentarzach to mamy  kilkadziesiąt wpisów po przegranej, a w sobotę na meczu naliczyłem raptem dwa szaliki. O normalnym dopingu nawet nie wspomnę.
 PANOWIE TO JEST ŻENADA !!!! W dodatku jeszcze u siebie....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz