sobota, 14 kwietnia 2012

Mamy patent

Biję się w piersi, ponieważ przed samym meczem- w rozmowie ze znajomymi - przewidywałem naszą porażkę 1-3. Na szczęście piłka jest tak nieprzewidywalna- a przez to piękna- i nie zawsze grają pieniądze i nazwiska.
   Kalwarianka dziś była drużyną technicznie lepszą, szybszą i lepiej zorganizowaną ..... do czasu. Ale po kolei. Najpierw było "wąchanie" i pierwszy kwadrans żadna ze stron nie kwapiła się do ataku, a co za tym idzie - odsłaniania swoich tyłów. My z kolei - świadomi swoich słabości - staraliśmy się grać uważnie jak to tylko możliwe.
   Trzeba przyznać, iż gospodarze mają sporą siłę uderzeniową. Szybkie przechwyty w strefie środkowej boiska, dwa podania i robi się "ciepło" pod bramką. Na szczęście mają też "na wyposażeniu" sporo niedokładności i dużo niepewności w rozegraniu tzw. ostatniej piłki. Tak naprawdę w pierwszej fazie meczu wszystko co dobre - dostali od nas w postaci błędów, niedokładnych podań lub niecelnych zagrań. Nawet bramka, którą stracilismy w ok 15 minucie - to kardynalny błąd w środku pola. Takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać - zwłaszcza na 25-30  metrze. To jest woda na młyn dla napastników i nad tym naprawdę musimy popacować. Niewymuszone straty i niecelne podania bez żadnego pressingu ze strony przeciwnika - to dowód na brak koncentracji.

   Po stracie bramki - nie minęło 10 minut i gdyby nie brak zdecydowania napastnika Kalwarianki, mogło być już po meczu dla nas. Na szczęście piłka to gra błędów i ich napastnicy w dniu dzisiejszym raczej w tym brylowali.

    Ogólnie mecz przebiegał pod dyktando gospodarzy. My - nie mając w swoim składzie dwóch, chyba największych "walczaków": Damiana Płonki i Jaromina ( ktory- jak się okazało- miał drobny uraz i nie wyszedł w pierwszym składzie), na pierwszy rzut oka nie posiadaliśmy zbyt wielu argumentów do parcia na bramkę przeciwnika. Na nasze szczęście: do czasu.
   Około 30-tej minuty sędzia podyktował rzut wolny na dwudziestym metrze. Do piłki podszedł Mateusz Śleziak. Przymierzył.... i GOOOL ! Przepiękna bramka i wyrównanie! A ja się zastanawiałem wcześniej: dlaczego oni mu dają bić te wolne, skoro tak niefortunnie je wykonywał w meczu z Izdebnikiem ?? Jednak trzeba przyznać, że mistrzowsko wkręcił futbolówkę w boczną siatkę - tuż nad murem i obok bezradnego bramkarza. Jedna z ładniejszych bramek Brzeziny ostatnimi czasy.


   Jednak nawet nie samo wyrównanie było najistotniejsze w tym golu. Tak naprawdę to odniosłem wrażenie, że nasi zrozumieli - uwierzyli w to, że dziś ten mecz nie musi się skończyć dla nas porażką. Zrozumiałem, że do tego momentu graliśmy, ale tak naprawdę nie było w nas wiary w zwycięstwo. Celowo piszę w nas - bo my na trybunach też z tą wiarą bylismy na bakier. Nie wiem czemu, ale mecze z Kalwarianką są dla nas ostatnio takie charakterystyczne. Zawsze jest dramaturgia i - na nasze szczęście - zawsze to my przełamujemy  je na swoją korzyść. Ale to nie nasze zmartwienie - niech Meblarze mają "kompleks Brzeziny" - nie mam nic przeciwko.
    Druga połowa - to jak przewidywałem w przerwie - kopia z pierwszej części gry, ale już bez wąchania. Gospodarze zaczęli od zmasowanych prób ataków na naszą bramkę. Jednak tym razem skończyło się na kilku kontrach z naszej strony, co nieco ostudziło ich zapały. Do tego doszły jeszcze ciężkie warunki w postaci rzęsistego deszczu i znów zrobił się nam na boisku festiwal niedokładnych podań, przeciągniętych piłek , ale za to - o dziwo - bez strzałów z daleka, co wydawać by się mogło oczywiste przy mokrej murawie.
    Postraszyliśmy  dziś kilka razy gospodarzy. Świetne zawody rozegrał dziś Radek Gros, który ostatnio naprawdę wyróżnia się w naszym zespole pod względem szybkości i dryblingu. Szkoda, że jeszcze brak mu zimnej krwi w decydujących momentach, ale i nad tym z pewnością popracuje. Bardzo dobrą zmianę dał dzisiaj Mateusz Gros, który wszedł za dobrze dysponowanego, ale zmęczonego już  Walusa. I tu ukłon w stronę trenera, bo zobaczył dziś szansę  i nie stawiał na obronę remisu. To się opłaciło: w końcu precyzyjnym podaniem został obsłuzony Daniel Płonka , który w sytuacji sam na sam przymierzył w długi słupek, wprawiając nas w osłupienie i ogólny zachwyt !

   Kolejnym dobrym, choć wymuszonym posunięciem, było wprowadzenie do gry z ławki Jaromina. I choć pewnie wiązało się to z ryzykiem dla Jego zdrowia - to był strzał w dziesiątkę. Wszak Eryn od początku  tej wiosny prezentuje się znakomicie pod względem motoryki, a dla podmęczonych rywali okazał się być naprawdę trudny do upilnowania. Swoją drogą... warto może rozważyć również i takie warianty taktyki - pod rozwagę  trenera.
  Zwycięstwo w tzw meczu "za sześć punktów". Bo choć my byliśmy przed meczem w ogonie stawki, a nasi  rywale dzierżyli pewny środek tabeli, to dzieliła nas różnica jedynie dwóch oczek i dzisiejszy sukces przekuliśmy na solidne ósme miejsce, które daje nam przynajmniej odrobinę spokoju w walce o utrzymanie.
    Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. Mianowicie : to jak nasze chłopaki potrzebują wsparcia  kibiców. Kolejny mecz - nie wiem dlaczego,ale znów właśnie w Kalwarii,okazało się, że wiara w zwycięstwo potrafi zdziałać cuda. Była nas garstka, nie było żadnego zorganizowanego dopingu. Ale nawet i tych kilka niezręcznych prób z naszej strony dało chłopakom poczucie, że nie są sami na boisku. Tak niewiele, a takie potrzebne. Zobaczcie sami :



    Skądinąd dowiedziałem się - i to będzie niestety łyżka dziegciu w tej całej dzisiejszej beczce miodu - że właśnie dla naszych zawodników gra na własnym boisku staje się problemem. Powiem szczerze, że poczułem się strasznie glupio slysząc taką opinię, ale twierdzę, że coś jest na rzeczy. Skoro docierają do mnie nawet takie opinie, iż wielu zawodników woli przeprowadzać akcje stroną " od ławek trenerskich", bo tam są z dala od idiotycznych uwag i docinków podchmielonych kibiców ?!
Powiem tak.... gdyby był zorganizowany doping choćby kilkunastu konkretnych kibiców, gdyby była odpowiednia atmosfera na meczu, gdyby można było stworzyć odpowiednią otoczkę wokół całych zawodów
z pewnością i zawodnicy poczuliby zupełnie inny klimat. Mam nadzieję, że wraz z nowym stadionem - i to się zmieni. Jednak daję to dla wszystkich kibiców pod rozwagę. Wszystkim, którym leży na sercu dobro naszego zespołu i utrzymanie Brzeziny.

ZJEDNOCZMY SIĘ I POKAŻMY CHŁOPAKOM, ŻE NIE SĄ OSAMOTNIENI W TEJ WALCE !

Wiem, że nowy sezon przyniesie dla nas spore zmiany, zarówno pod względem nowych warunków, jak i od strony organizacyjnej. Jednak musimy zdać sobie sprawę z tego, że bez nas - wiernych i przychylnych drużynie kibiców - zespół NIGDY nie będzie miał odpowiedniej motywacji do gry.
  Przed nami same ciężkie mecze. Nie pozwólmy aby chłopaki musieli sami stawić czoła tym wyzwaniom !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz