niedziela, 29 kwietnia 2012

Dziamek trzymaj się !

Dzisiejszy mecz był z gatunku tych trudnych. Mecz walki, choć z przebiegu gry remis 1:1 jest dla nas trochę krzywdzący. Fakt, że przed spotkaniem taki wynik wiele ekip wzięłoby w ciemno. Jednak dziś to my powinniśmy wyjechać ze Skidzinia z trzema punktami. Szkoda. Gartuluję chłopakom wywalczonego punktu i juz czekam środy, kiedy to przyjeżdża do nas lider.
   Najsmutniejsze jednak jest to, że wystąpimy osłabieni i to bardzo. W jednym ze starć pod bramką kontuzji doznał nasz stoper Damian Płonka i został odwieziony karetką do szpitala. Z tego co udało się dowiedzieć - Damian złamał nadgarstek. Jeśli to prawda, to możemy mieć duży kłopot w formacji obronnej.

     
  DZIAMEK TRZYMAM KCIUKI - WRACAJ DO ZDROWIA JAK NAJSZYBCIEJ !!!

    Pierwsza połowa stała pod znakiem walki  w środku pola. Ale to jest taka specyfika gry w Skidziniu - tam boisko jest tak "ciasne", że dziś nawet nasz bramkarz o mały włos nie strzelił gola po wybiciu piłki.
Do przerwy wynik brzmiał: 1-1.... ale w nieuznanych bramkach. Najpierw Jarominowi nie udała się ta sztuka:




Następnie gospodarzom:





Sytuacja, kiedy Damian został kontuzjowany - nieszczęśliwy upadek.


piątek, 27 kwietnia 2012

Prawie jak derby

Nie musze chyba nikogo przekonywać jak cenny dla nas jest teraz każdy punkt. Mamy przed sobą jeszcze co najmniej kilka niezwykle trudnych meczów, gdzie z pewnością  będziemy musieli wspiąć się na wyżyny swoich mozliwości. Jednak po ostatnim meczu jestem święcie przekonany, że stać nas na nawiązanie walki z każdym przeciwnikiem. Mamy ambicję, mamy zapał, mamy dość szeroką kadrę i  w końcu - mamy motywację. A to chyba największy atut.
   Nasz najbliższy przeciwnik - Skidziń, to jeden z aktualnych liderów  naszej grupy.  Zajmują trzecie miejsce w tabeli, jednak - zważywszy na obecną formę zarówno Chełmka jak i Soły Oświęcim - nie sądzę aby byli w stanie nawiązać walkę o awans do czwartej ligi.  Niewątpliwie podopieczni Jana Sporysza nie muszą się już obawiać spadku do A- klasy tym bardziej, że ostatnie mecze pokazują, iż forma u nich raczej zwyżkuje. W ostatnią niedzielę pokonali Jałowca na ich własnym terenie, a wszyscy przecież wiemy jaki to ciężki przeciwnik.
    Jednak skidzinianie właśnie lepiej spisują się w pojedynkach wyjazdowych (podobnie jak i nasza ekipa) aniżeli u siebie. Wystarczy zerknąć na statystyki: co prawda na "saksach" zdobyli tyle samo punktów ile u siebie, ale za to na wyjeżdzie  przegrali zaledwie jeden mecz, a w domu - trzy.
  Zlali nas jesienią - pamiętamy 3-6. Bolało jak diabli tym bardziej, że strzeliliśmy im trzy gole a mimo to potrafili nam wpakować dwa razy tyle.

  Jednak Brzezina to już nie tamten zespół. Jeszcze nie jestesmy kompletną drużyną. Jeszcze popełniamy błędy. ALE WALCZYMY ! I nie boimy się żadnego przeciwnika!!

   Wszyscy wiemy, że obecnie gramy lepsze mecze na wyjazdach. Dlaczego w niedzielę miałoby być inaczej ??

         NIE PODDAJEMY SIĘ  I TYM RAZEM !!


             CHŁOPAKI:




  W SKIDZINIU TEŻ Z WAMI JESTEŚMY!




Chcesz pomóc drużynie?  - przyjdż tam, gdzie będzie nasza flaga. Wystarczy trochę chęci i mocne gardło.

niedziela, 22 kwietnia 2012

O jeden błąd za dużo.

Nie udało się. Nie tym razem. Znów musieliśmy uznać wyższość Górali z Suchej. Porażka 2-3. Żal - jak zawsze gdy uciekają punkty. Jednak nie możemy powiedzieć, że zasłużona, czy wstydliwa. Jedynie czego możemy się wstydzić to stanu naszego boiska, ale na to nikt już nie ma wpływu. Dopóki nie spadł deszcz, ba! ULEWA - było całkiem znośnie i zapowiadało się na bardzo ciekawe widowisko. Potem - pogoda zdominowała wszystkich, również kibiców. Z pewnością gdyby ten mecz odbywał się dziś na innej murawie  - wyglądałby zupełnie inaczej.
   Powiem krótko - to był najlepszy mecz Brzeziny tego sezonu. Kontrowersyjne stwierdzenie? Może, ale już niedługo sami zobaczycie argumenty. Okazji mieliśmy tyle, że można by było obdzielić pewnie całą kolejkę. Walka do ostatniego gwizdka. Mówi się trudno.
   Tak, to prawda, że nasza formacja defensywna popełnia błędy. Ale która ich nie popełnia ? Druga bramka zdobyta przez nas - to modelowy przykład "babola" obrońców i bramkarza Suszan. Szkoda, że niemal skopiowała się sytuacja w 90-tej minucie pod naszą bramką i straciliśmy cenny punkt.

    Goście dzisiaj zrobili trzy akcje i zdobyli trzy gole. Myśmy stworzyli... hmmm, siedem ? Trudno, nie ma co roztrząsać. Seweryn miał dziś dzień konia. Mimo to, że pilnowało go dwóch obrońców, zrobił chyba trzy setki plus zdobyta bramka. BRAWOO.  "Śledziu" znów zapunktował, czym potwierdził, że ma nosa do tzw "wyżerek" pod bramką przeciwnika. Również zaliczył dobre spotkanie." Dziwny" (Damian Walus) nie trafił z pięciu metrów w piłkę - do pustej bramki - szkoda, ale też pokazał się dziś z dobrej strony.
   Radek - kibicuję mu, bo naprawdę chłopak ma widoki na świetnego dryblera. ŻEBY JESZCZE UMIAŁ SKOŃCZYĆ.
  Ktoś powie: nad czym się tu zachwycać skoro i tak przegraliśmy?  Ja powiem: o jeden błąd za dużo. Na murawie bylismy dużo lepsi.
  Przed nami jeszcze sporo meczów, a naszym celem nie jest awans - a wręcz przeciwnie - utrzymanie. I jeśli zachowamy tą formę i poprawimy skuteczność - możemy  spać spokojnie.

   Brawa również dla "Małej Brzeziny" Zorganizowała się dziś wiara - mimo "niesprzyjających okoliczności" :) i przypomniała się naszym chłopakom. Panowie - poproszę tak co drugi tydzień !
Ciekawostka: dla wszystkich młodocianych kibiców były dziś do rozdania szale Brzeziny gratis! Zostało jeszcze kilka sztuk, więc warto się zjawić na górce.

  Zamieszczam skrót najciekawszych akcji z niedzielnego meczu. Niestety jakość po obróbce jest już gorsza. Natomiast poszczególne kawałki będzie można sobie obejrzeć w moim profilu na YT.
 Zapraszam do odwiedzania działu "TiVi Brzezina"





Poniżej sama sytuacja na karnego. Przypomnę, że było 2-2 i trzy minuty do końca. W następnej minucie straciliśmy trzecią bramkę. Tak, że gdyby sędzia się nie pomylił - pewnie mielibyśmy trzy punkty. Tą akcję również - jak wiele w tym meczu - zainicjował "ErynJaro". Jeszcze raz upieram się, że zagrał jeden z najlepszych meczów w ostatnim czasie.





sobota, 21 kwietnia 2012

NIE STÓJ Z BOKU

                                                
                                                 KIBICUJ 


środa, 18 kwietnia 2012

Rewanż ?

  Są szybcy, twardzi  i nieustępliwi. Bardzo szybko przechodzą z obrony do ataku, angażując przy tym sporą ilość zawodników, stwarzając za każdym razem zagrożenie bramki przeciwnika.
Lubią grać długimi piłkami "za kołnierz", wykorzystując przy tym szybkich napastników
  Dorzucę jeszcze niezłą technikę i trochę bezczelny, wręcz prowokacyjny styl gry. Mam tu na myśli takie niby od niechcenia, niby przypadkiem, kopnięcia,
"dziabnięcie" z tyłu, a  to szarpnięcie za rękaw. Takie niby drobiazgi, które uprzykrzają  grę przeciwnikowi, a wręcz czasem potrafią niejednego wyprowadzić z równowagi.

Taka pokrótce jest charakterystyka zespołu z Suchej Beskidzkiej.
       
        Podopieczni Jacka Kudzi to obecnie piąta siła w naszej lidze. Jak do tej pory zgromadzili 31 punktów, co daje im 7 punktów przewagi nad naszą drużyną. Górale to przede wszystkim zespół swojego boiska. Jak do tej pory w gościnnych występach udało im się zgromadzić 9 na 31 wszystkich punktów, z czego tylko dwa mecze wygrali. Ostatnie takie zwycięstwo zanotowali tej wiosny w Gromcu, pokonując Nadwiślanina 2-0.
Michał Pacyga, Robert Starowicz czy Krzysztof  Żmudka - to zawodnicy, których musimy wystrzegać się najbardziej. Jednak, uważam, że nie ma zespołu którego byśmy musieli się obawiać. Owszem - szacunek i respekt, ale w żadnym wypadku strach. A na murawie wszystko się zdarzyć może.

    Doskonale pamiętam jak zostaliśmy potraktowani jesienią na ich terenie - i nie można powiedzieć aby to było gościnne przyjęcie. Po pierwsze - na murawie, ponieważ zainkasowaliśmy cztery trafienia do własnej bramki, nie zdobywając ani jednego gola. Po drugie - sędziowie również nie obeszli się z nami zbyt przychylnie, pokazując nam dwa razy czerwień. Wreszcie po trzecie i najważniejsze- miejscowi kibice, którzy dość, że prowokowali swoimi pyskówkami, to jeszcze obrzucili ogryzkami naszego zawodnika, schodzącego do szatni. Wstyd.
   Mam nadzieję, że nasi kibice okażą więcej kultury, za to chłopaki na boisku pokażą suszanom kto tym razem panuje na boisku.

    Sądzę, że mamy coś komuś do udowodnienia, ponieważ w poprzednim pojedynku tak naprawdę przegraliśmy z sędziami i z własnymi słabościami, a nie z rywalem. Wierzę, iż nasze chłopaki również podejdą do meczu z odpowiednim zaangażowaniem.

   A kibice? Marzy mi się, aby znów wrócił stary dobry zwyczaj kibicowania "na górce". Transparenty, flagi, szale, itp. Przecież ktoś to wszystko ma? Więc czemu nie widzimy ich na meczach??
                                   


Pamiętacie?




sobota, 14 kwietnia 2012

Mamy patent

Biję się w piersi, ponieważ przed samym meczem- w rozmowie ze znajomymi - przewidywałem naszą porażkę 1-3. Na szczęście piłka jest tak nieprzewidywalna- a przez to piękna- i nie zawsze grają pieniądze i nazwiska.
   Kalwarianka dziś była drużyną technicznie lepszą, szybszą i lepiej zorganizowaną ..... do czasu. Ale po kolei. Najpierw było "wąchanie" i pierwszy kwadrans żadna ze stron nie kwapiła się do ataku, a co za tym idzie - odsłaniania swoich tyłów. My z kolei - świadomi swoich słabości - staraliśmy się grać uważnie jak to tylko możliwe.
   Trzeba przyznać, iż gospodarze mają sporą siłę uderzeniową. Szybkie przechwyty w strefie środkowej boiska, dwa podania i robi się "ciepło" pod bramką. Na szczęście mają też "na wyposażeniu" sporo niedokładności i dużo niepewności w rozegraniu tzw. ostatniej piłki. Tak naprawdę w pierwszej fazie meczu wszystko co dobre - dostali od nas w postaci błędów, niedokładnych podań lub niecelnych zagrań. Nawet bramka, którą stracilismy w ok 15 minucie - to kardynalny błąd w środku pola. Takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać - zwłaszcza na 25-30  metrze. To jest woda na młyn dla napastników i nad tym naprawdę musimy popacować. Niewymuszone straty i niecelne podania bez żadnego pressingu ze strony przeciwnika - to dowód na brak koncentracji.

   Po stracie bramki - nie minęło 10 minut i gdyby nie brak zdecydowania napastnika Kalwarianki, mogło być już po meczu dla nas. Na szczęście piłka to gra błędów i ich napastnicy w dniu dzisiejszym raczej w tym brylowali.

    Ogólnie mecz przebiegał pod dyktando gospodarzy. My - nie mając w swoim składzie dwóch, chyba największych "walczaków": Damiana Płonki i Jaromina ( ktory- jak się okazało- miał drobny uraz i nie wyszedł w pierwszym składzie), na pierwszy rzut oka nie posiadaliśmy zbyt wielu argumentów do parcia na bramkę przeciwnika. Na nasze szczęście: do czasu.
   Około 30-tej minuty sędzia podyktował rzut wolny na dwudziestym metrze. Do piłki podszedł Mateusz Śleziak. Przymierzył.... i GOOOL ! Przepiękna bramka i wyrównanie! A ja się zastanawiałem wcześniej: dlaczego oni mu dają bić te wolne, skoro tak niefortunnie je wykonywał w meczu z Izdebnikiem ?? Jednak trzeba przyznać, że mistrzowsko wkręcił futbolówkę w boczną siatkę - tuż nad murem i obok bezradnego bramkarza. Jedna z ładniejszych bramek Brzeziny ostatnimi czasy.


   Jednak nawet nie samo wyrównanie było najistotniejsze w tym golu. Tak naprawdę to odniosłem wrażenie, że nasi zrozumieli - uwierzyli w to, że dziś ten mecz nie musi się skończyć dla nas porażką. Zrozumiałem, że do tego momentu graliśmy, ale tak naprawdę nie było w nas wiary w zwycięstwo. Celowo piszę w nas - bo my na trybunach też z tą wiarą bylismy na bakier. Nie wiem czemu, ale mecze z Kalwarianką są dla nas ostatnio takie charakterystyczne. Zawsze jest dramaturgia i - na nasze szczęście - zawsze to my przełamujemy  je na swoją korzyść. Ale to nie nasze zmartwienie - niech Meblarze mają "kompleks Brzeziny" - nie mam nic przeciwko.
    Druga połowa - to jak przewidywałem w przerwie - kopia z pierwszej części gry, ale już bez wąchania. Gospodarze zaczęli od zmasowanych prób ataków na naszą bramkę. Jednak tym razem skończyło się na kilku kontrach z naszej strony, co nieco ostudziło ich zapały. Do tego doszły jeszcze ciężkie warunki w postaci rzęsistego deszczu i znów zrobił się nam na boisku festiwal niedokładnych podań, przeciągniętych piłek , ale za to - o dziwo - bez strzałów z daleka, co wydawać by się mogło oczywiste przy mokrej murawie.
    Postraszyliśmy  dziś kilka razy gospodarzy. Świetne zawody rozegrał dziś Radek Gros, który ostatnio naprawdę wyróżnia się w naszym zespole pod względem szybkości i dryblingu. Szkoda, że jeszcze brak mu zimnej krwi w decydujących momentach, ale i nad tym z pewnością popracuje. Bardzo dobrą zmianę dał dzisiaj Mateusz Gros, który wszedł za dobrze dysponowanego, ale zmęczonego już  Walusa. I tu ukłon w stronę trenera, bo zobaczył dziś szansę  i nie stawiał na obronę remisu. To się opłaciło: w końcu precyzyjnym podaniem został obsłuzony Daniel Płonka , który w sytuacji sam na sam przymierzył w długi słupek, wprawiając nas w osłupienie i ogólny zachwyt !

   Kolejnym dobrym, choć wymuszonym posunięciem, było wprowadzenie do gry z ławki Jaromina. I choć pewnie wiązało się to z ryzykiem dla Jego zdrowia - to był strzał w dziesiątkę. Wszak Eryn od początku  tej wiosny prezentuje się znakomicie pod względem motoryki, a dla podmęczonych rywali okazał się być naprawdę trudny do upilnowania. Swoją drogą... warto może rozważyć również i takie warianty taktyki - pod rozwagę  trenera.
  Zwycięstwo w tzw meczu "za sześć punktów". Bo choć my byliśmy przed meczem w ogonie stawki, a nasi  rywale dzierżyli pewny środek tabeli, to dzieliła nas różnica jedynie dwóch oczek i dzisiejszy sukces przekuliśmy na solidne ósme miejsce, które daje nam przynajmniej odrobinę spokoju w walce o utrzymanie.
    Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. Mianowicie : to jak nasze chłopaki potrzebują wsparcia  kibiców. Kolejny mecz - nie wiem dlaczego,ale znów właśnie w Kalwarii,okazało się, że wiara w zwycięstwo potrafi zdziałać cuda. Była nas garstka, nie było żadnego zorganizowanego dopingu. Ale nawet i tych kilka niezręcznych prób z naszej strony dało chłopakom poczucie, że nie są sami na boisku. Tak niewiele, a takie potrzebne. Zobaczcie sami :



    Skądinąd dowiedziałem się - i to będzie niestety łyżka dziegciu w tej całej dzisiejszej beczce miodu - że właśnie dla naszych zawodników gra na własnym boisku staje się problemem. Powiem szczerze, że poczułem się strasznie glupio slysząc taką opinię, ale twierdzę, że coś jest na rzeczy. Skoro docierają do mnie nawet takie opinie, iż wielu zawodników woli przeprowadzać akcje stroną " od ławek trenerskich", bo tam są z dala od idiotycznych uwag i docinków podchmielonych kibiców ?!
Powiem tak.... gdyby był zorganizowany doping choćby kilkunastu konkretnych kibiców, gdyby była odpowiednia atmosfera na meczu, gdyby można było stworzyć odpowiednią otoczkę wokół całych zawodów
z pewnością i zawodnicy poczuliby zupełnie inny klimat. Mam nadzieję, że wraz z nowym stadionem - i to się zmieni. Jednak daję to dla wszystkich kibiców pod rozwagę. Wszystkim, którym leży na sercu dobro naszego zespołu i utrzymanie Brzeziny.

ZJEDNOCZMY SIĘ I POKAŻMY CHŁOPAKOM, ŻE NIE SĄ OSAMOTNIENI W TEJ WALCE !

Wiem, że nowy sezon przyniesie dla nas spore zmiany, zarówno pod względem nowych warunków, jak i od strony organizacyjnej. Jednak musimy zdać sobie sprawę z tego, że bez nas - wiernych i przychylnych drużynie kibiców - zespół NIGDY nie będzie miał odpowiedniej motywacji do gry.
  Przed nami same ciężkie mecze. Nie pozwólmy aby chłopaki musieli sami stawić czoła tym wyzwaniom !

Dlaczego nie?

Zespół Kalwarianki  to ekipa, która dysponuje sporym potencjałem. Natomiast inna rzecz, czy będzie umiał go wykorzystać . Na nasze szczęście  nie wszystko zależeć będzie od gospodarzy i –mam taką nadzieję – nasi chłopcy też będą mieli  coś do powiedzenia w tej kwestii.

 Niektórzy twierdzą, że jesteśmy drużyną, która sama nie wie na ile ją stać. Nie do końca się z tym zgodzę.
Myślę, że to stwierdzenie trzeba nieco zmodyfikować:  Brzezinę stać na wszystko  a fakt, że nie do końca wszystko wychodzi  tak jakbyśmy sobie tego życzyli… trudno – jesteśmy przecież amatorami.

   Z pewnością nie jedziemy do Kalwarii jako faworyt.  Ale to w sumie może być naszym atutem. Nie lubimy występować w roli „pewniaka”.  Prawda, że musimy ciułać teraz każdy punkt, bo przed nami same trudne mecze i  może się okazać, że zabraknie tych kilku upragnionych oczek do utrzymania w lidze.

  Jednakowoż nasze potyczki z Meblarzami pokazały, iż właściwie to mamy patent na ich grę, bo ostatnie dwa mecze pokonaliśmy ich zarówno u siebie jak i na ich własnym terenie.
Poza tym gospodarze wystąpią bez  trzech swoich podstawowych graczy. U nas za to zabraknie prawdopodobnie Damiana Płonki – „Dziamka”.  Poza tym – pełny skład.

„ Mamy świadomość, że lekko nie będzie. Chcemy się skoncentrować, aby  przede wszystkim nie stracić bramki, a sądzę, że z przodu też coś się uda kopnąć” – przewiduje przebieg spotkania nasz kapitan Łukasz Szczepaniak.
 Osobiście mam nadzieję, że będzie trochę lepiej i bez walki na pewno stamtąd nie odjedziemy. A nuż uda się wywieżć jakiś punkcik.  I tego życzę zarówno sobie jak i chłopakom!

Mam nadzieję, że tym razem kibice nie zawiodą.

Nie straszna nam zła pogoda .

Czy świeci słońce czy pada deszcz

Bierzemy szale i wbijamy na mecz !!


Zgodnie z naszą ”świecką tradycją” na kibiców z szalikami Brzeziny  czekają cztery  darmowe miejsca  w moim samochodzie.
Wyjazd sobota 14.04  o godz. 15.00

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Trochę żal..

   Stan murawy przed meczem nie napawał zbytnim optymizmem i wiadomo było z góry, że czeka nas ciężka przeprawa.
Raz, że nikt - również my - nie lubimy już grać na tym grzęzawisku (choć z pewnością zrobiono wszystko, aby można było rozpocząć te zawody).
Dwa,  że ekipa górali z Izdebnika to solidna i dobrze przygotowana drużyna, z którą każdy zespół musi się sporo natrudzić. W dodatku wzmocniona w okresie zimowym o trenera- byłego piłkarza  Extraklasy.
W końcu trzy - to fakt, że mieli z nami rachunki do wyrównania z poprzedniej rundy, kiedy to pokonaliśmy ich w Izdebniku 2-3. Dodam jeszcze, iż głodni gry z powodu pauzy przed tygodniem (nie rozegrali zawodów z Jałowcem ze względu na zły stan murawy) i prawie wszystko jasne.

   Moje obawy potwierdziły się niemal w stu procentach. Izdebniczanie zaczęli już od pierwszej akcji. Po rzucie wolnym z 20 metrów i błędzie naszego bramkarza, mogło się zacząć koszmarnie. Na szczęście napastnicy gości nie należą do elity supersnajperów.
   Jednak to Brzezina pierwszą połowę była stroną przeważającą, ktora stwarzała więcej sytuacji - przynajmniej potencjalnie - bramkowych. Jaromin szarpał skrzydłami raz z lewej raz z prawej strony przeciwnika. Szkoda, że brakowało nam skutecznego wykończenia. Natomiast goście przeprowadzili kilka bardzo grożnych kontrataków.
   Wreszcie po pięknej akcji oskrzydlającej dwójki: Jaromin - Walus, ten drugi technicznym strzałem z woleja zdołał zdobyć upragnionego dla nas gola.

  Jednak - jak można bylo się spodziewać - gości nie speszyła bramka do szatni. Na drugą połowę wyszli jeszcze bardziej zmotywowani, co skutkowało ich jeszcze lepszą grą w tej części meczu.
  Nie wiem, nie słyszałem aby trener dawał jakieś sygnały by bronić tego niskiego przecież prowadzenia. Jednak z obrazu gry wyglądało to tak jakbyśmy postanowili dowieżć  wynik do końca. Z pewnością krótkie krycie i bardziej zdecydowana gra rywala wymusiła na chłopakach taką a nie inną postawę. Dość powiedzieć, że do 70 minuty, kiedy to straciliśmy wyrównującego gola, to Górale sprawiali wrażenie lepszej ekipy.
   Ostatnie 20 minut to pewnie byłby całkiem ładny pojedynek, który mógł obfitować w gole, bo oba zespoły poszły na wymianę ciosów. Jednak sporą rolę odegrała tu  kompletnie "rozjechana" już murawa.

  Widać było determinację w zespole. Usilne starania aż do ostatniego gwizdka nie dość, że nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, to jeszcze mogły skończyć się tragicznie.

   Szkoda, naprawdę szkoda tych dwóch cennych punktów, bo po pierwszej połowie odniosłem wrażenie, że "mamy ptaszka w garści", a tu trochę na własne życzenie. Trudno. Lepszy punkt niż nic.

 Przed nami bardzo ciężki wyjazd do Kalwarii. Wszyscy widzimy, że Meblarze na wiosnę to już nie ten zespól co jesienią i równają u siebie niemal wszystkich  równo z murawą.
TO WCALE NIE ZNACZY ŻE SIĘ NIE DA UGRAĆ TAM CHOĆBY PUNKTU!
Nie takie rzeczy się już w piłce zdarzały!

  Jednak ja chciałbym jeszcze zapytać o jedną rzecz: GDZIE DO CHOLERY SĄ NASI KIBICE ???

Jak trzeba krytykować w komentarzach to mamy  kilkadziesiąt wpisów po przegranej, a w sobotę na meczu naliczyłem raptem dwa szaliki. O normalnym dopingu nawet nie wspomnę.
 PANOWIE TO JEST ŻENADA !!!! W dodatku jeszcze u siebie....

niedziela, 1 kwietnia 2012

Za wysokie progi

Dostaliśmy lanie, aż nam w pięty poszło: 5-1. Niestety widać, że tej wiosny prawdopodobnie Solarze będą nieosiągalni. Ale czemu tu się dziwić, kiedy nawet Jałowiec w ubiegłym tygodniu oddał im pola na własnym terenie?
             A my? No cóż...dzisiaj po prostu nie radziliśmy sobie z niczym. Zaczęło się od kilku składnych akcji na początku meczu i jednej 'setki", której nie wykorzystał Jaromin. Jednak nie ma się co oszukiwać: nawet gdyby ona padła,  gospodarze mieli tyle argumentów po swojej stronie, że nie sądzę by to cokolwiek zmieniło. Jednym z tych argumentów był Bartek Jasiński - o ironio - nasz "krajan" i zawodnik, który o mały włos nie zagrał na wiosnę w naszym składzie. Zaaplikował nam, jak na rasowego napastnika przystało, dwa gole, a przy pierwszym wręcz ze szkolną łatwością wymanewrował naszą obronę. Powróciły znów błędy - niewymuszone pomyłki w każdej części boiska. Jednak najbardziej bolesne są te w naszej strefie obronnej, po których przeciwnik błyskawicznie stwarzał gigantyczne zagrożenie. Prawdą też jest, że to styl gry Oświęcimian powodował, że nasi gracze - słabsi technicznie - po prostu się gubili.  Do tego doszło jeszcze zmęczenie w drugiej części meczu i mamy wytłumaczenie całej katastrofy.

   Jednak daleki jestem od potępiania czy krytykowania drużyny z powodu porażki. Z pewnością nikt  nie oczekiwał dziś zwycięstwa, choć po cichu wielu liczyło na jakiś remis. Niemniej jednak chłopaki próbowali - na ile umieli - podjąć walkę i  za to im chwała.
  Kolejny mecz pod tytułem "Zapomnieć jak najszybciej" i już szykujemy się na następne spotkanie.