sobota, 29 października 2011

NIC SIĘ NIE STAŁO !!!

BRZEZINA - Nic się nie stało!!

 Przegraliśmy 2-0. Albo to po raz pierwszy?? Rozmiary porażki też nie przygniatają, a stracone gole zupełnie nie oddają rzeczywistej sytuacji na boisku.
 Nie spodziewałem się zbyt wiele po tym meczu, więc nie ma co rozdrapywać ran. Za tydzień mamy mecz u siebie, więc może jeszcze uda się ugrać w tej rundzie jakieś punkty.

                                                     

 Obie drużyny weszły w mecz bardzo ostrożnie. My zagraliśmy pierwszą część bez  nominalnego stopera - Damiana.Płonki. Zastępował go Majda.  Nieżle sobie radził na tej pozycji, jednak takie ustawienie spowodowało, że mieliśmy wyrażną lukę w środku pola, którą gospodarze dość szybko wypełnili.
Jednak nie stworzyli jakiejś znaczącej sytuacji, po której mogliby objąć prowadzenie. Wręcz przeciwnie - to my mieliśmy "setkę": Prawą stroną ładnie przedarł się Jaromin i dograł na piąty metr do Daniela Płonki. Jednak ten trafił wprost w bramkarza. Jakże inaczej mogło poukładać się dzisiaj, gdyby ten gol wszedł.... .Czas pokazał, że nie było to nam dziś pisane.... W przeciwieństwie do gospodarzy. Dziesięć minut przed końcem dostali prezent od naszego bramkarza T.Wadonia. Zamiast piąstkować piłkę na 10-tym metrze, próbował ją ni to łapać, ni przedłużać... nie wyszło, a Zagórzanie skrzętnie to wykorzystali i zrobiło się nieciekawie. 

Aż się bałem o drugą połowę bo wiem co bramka do szatni może zrobić z chłopakami w przerwie. Na szczęście nic złego się nie porobiło. Tyle tylko, że gospodarze bardzo szybko utrudnili nam próby odrobienia strat. Rzut wolny na 20-tym metrze, precyzyjny strzał tuż przy słupku i Wadoń nie miał nic do gadania.
 Mimo to chłopaki nie złożyli broni. Raz po raz próbowali przebić się przez zmasowane szyki obronne gospodarzy, którzy postanowili bronić wyniku, co jakiś czas próbując tylko niezbyt poradnie kontrować. I mógłby to być ich największy błąd w tym meczu gdyby... no właśnie co by było gdyby ? Jeśli skończylibyśmy choć połowę sytuacji w dniu dzisiejszym - rozbilibyśmy Zagórzan na ich własnym boisku. A tak pozostał żal, rozgoryczenie i znów niespokojne spoglądanie w tabelę.

                                    

   Po raz kolejny mam pretensje do trenera. Dlaczego, przegrywając 0-2 nie próbował nic zmienić w zespole? Dlaczego nie dokonał ŻADNEJ zmiany ? Można sobie mówić, że ci którzy byli na ławce nic do gry by nie wnieśli.... Dopóki się tego nie sprawdzi - nigdy się nie przekona. To, że ktoś słabiej wypadł tydzień wcześniej o niczym nie przesądza. Tymczasem najwyrażniej pan Kowalczyk wozi ze sobą rezerwowych aby piłki i sprzęt sportowy nosili. Oczekuję od "kołcza" większej elastyczności w tej kwestii, bo najwyrażniej zmiany to jego największa bolączka od samego początki trenerki w naszym zespole.
  Aż się prosiło - widząc jak gubi się obrona gospodarzy, kiedy tylko podchodzimy wyżej - aby Jaromin zagrał "na szpicy". Tymczasem często go było widać  nawet na naszej 16-ce.

  Wdrugiej połowie - po wyrzuceniu przez sędziego po jednym zawodniku z boiska - Zagórzanie zamknęli się na swojej części. Myslałem, że trener w końcu wpuści kogoś ze świeżym spojrzeniem, zapasem sił.
NIC Z TEGO. Gospodarze wykorzystali cały limit zmian A moze to właśnie zmęczenie było przyczyną naszej nieskuteczności? Wiemy doskonale, że czasem wystarczy jeden gol by się przełamać.Widać trener nie wiedział... .Szkoda. Nie obwiniam go całkowicie za tą porażkę, ale swoje trzy grosze do niej też dorzucił.

   Dziękuję chłopakom za dzisiejszą postawę w meczu. Za to, że mimo przegranej do końca walczyli, do końca próbowali, starając się choć zmniejszyć rozmiary przegranej. Nie udało się - trudno. Za tydzień też jest mecz i wszystko może się zdarzyć
               
          GŁOWY DO GÓRY I ZNOWU GRAĆ SWOJE !!


ps. Jutro będą filmiki


czwartek, 27 października 2011

Łatwo nie będzie


Bynajmniej Zagórzanka nie jest drużyną, która z racji zajmowanej pozycji powinna się nas bać. Na wlasnym boisku pokazała już pazur drużynom z czołówki,pokonując Gromiec, czy remisując  z Chełmkiem i Suchą Beskidzką. Ulegli jedynie Skidziniowi.
 Za to ich występy gościnne to już zupełnie inna bajka. Wygląda na to, że wykorzystują atut swojego boiska na tyle, na ile pozwala im obecna forma.
  Zagórzanka to kolejny  zespół, który już po kilku kolejkach zmienił trenera. We wrześniu grającego "kołcza" A.Oczkowskiego zastąpił W. Bębenek - który prowadził wcześniej ekipę A- klasy chrzanowskiej Arkę Babice.
  Niestety - jak w większości przypadków - zmiana ta nie przyniosła natychmiastowych efektów i zespół z dorobkiem 12 punktów okupuje dolną strefę tabeli.

  W dalszym ciągu się upieram, że remis z poprzedniej niedzieli dla nas był tak naprawdę porażką, choć paradoksalnie dał nam awans o jedno oczko - prezent nam sprawił sąsiad zza miedzy - Zgoda, która pokonała na wyjeżdzie Kalwariankę.
  Mieliśmy passę trzech zwycięstw z rzędu, podejmowaliśmy drużynę z samego dołu. Ba! Mecz poukładał się nam od samego początku bajecznie.... a tu taka wpadka. Stąd rozgoryczenie i żal, bo apetyty rosną w miarę jedzenia. Niestety tak to już jest w przypadku ślepo  kochających kibiców.
 Dzisiaj emocje opadły i tak na spokojnie patrząc..... w sumie nie przegraliśmy meczu od czterech kolejek, gromadząc w nich 10 punktów. Zauważalny jest też bilans naszych występów dom/wyjazd: zdecydowanie na plus spotkań wyjazdowych. Z pewnością  swoje trzy grosze dorzuciło tutaj nasze fatalne boisko, na którym coraz ciężej nam grać.
  Mam nadzieję, że i w sobotę chłopaki staną na wysokości zadania, wywożąc z Zagórza maksimum  punktów. Uważam, że całkiem realny jest nasz awans na siódme miejsce : wszak Skawa podejmować będzie Kalwariankę ( wiadomo dla nich to derby i wszystko się może zdarzyć), a Sucha przyjeżdża do Malca, który nas już raz miło przecież zaskoczył.

 Zapraszam wszystkich wiernych kibiców w sobotę 29.10 na godz 14.00 do Zagórza.
P.s.

  Dla tych ,którzy jeszcze nie byli w Zagórzu: W Libiążu kierunek Brodła -- >Kraków  i jakieś3 kilometry za Żarkami Drogowskaz w las ---> na Zagórze. Następnie ok. 1 km po lewej stronie znajduje się stadion.
Można też jechać przez Zator, Babice - ta sama droga i nawet mniej uczęszczana.

niedziela, 23 października 2011

Remis jak porażka.

Tylko taka myśl nasuwa mi się po obejrzeniu dzisiejszego spotkania. 2:2 po niezłej pierwszej połowie. Obie bramki zdobyli dla nas bracia Szczepaniak - najpierw młodszy Mateusz w 15 min, a potem - w 23 - starszy Łukasz pieknym strzałem z dystansu.Brawo!.


  Cóż z tego, kiedy cały "dorobek" z pierwszej części meczu roztrwoniliśmy w ciągu dwudziestu minut drugiej? Wróciły znowu duchy poprzednich spotkań. Festiwal błędów: od bramkarza począwszy, a na samym trenerze skończywszy.Nie możemy grać, prowadząc dwa zero, jakbyśmy mieli pewne zwycięstwo. Trener powinien widzieć kto jest najsłabszym graczem w zespole i reagować, a nie zmieniac zawodnika, który był jednym z jaśniejszych punktów. I jesli uważa, że wg niego to Radek był najsłabszy, to albo ma zły ogląd sytuacji, albo niektórych  zostawia na boisku jedynie dzięki "specjalnym względom". To jest chora sytuacja i to się musi zmienić!
Nie wolno kogoś trzymać na boisku tylko dlatego, że jest - i nic więcej. Dlaczego nie było więcej zmian?? Czego broniliśmy przy stanie 2:2 ??

  Jeszcze raz powtórzę - dla mnie dzisiejszy remis to była kompletna klapa i porażka. Mówcie sobie co chcecie...


niedziela, 16 października 2011

Brawo BRZEZINA !






 Nareszcie wysokie i zdecydowane zwycięstwo! Jechaliśmy na mecz z "pewną dozą niesmiałości" . Okazało się, że przeciwnik nie stawił nam  zbyt wielkiego oporu. Ba, zrobiliśmy tam najlepszy wynik -jak do tej pory- ze wszystkich zespołów z naszej grupy!
  Pierwsza połowa - Wielki Wąchanie. Nie znały się drużyny, nie wiedzieliśmy co grają i vice versa. Rzeczywiście uderzyło mnie podobieństwo w stylu gry do Skawy. Przede wszystkim uważnie w obronie, wybijając nas z rytmu i próbując kontrataku z użyciem bardzo dynamicznego stopera- oldboja. Grożne to było, trzeba przyznać. Potężna luka w środku pola  i bezradność w ataku. Wbrew pozorom, to nie krytyka naszego zespołu, a gospodarzy. My umieliśmy zdominować środkową strefę, ale w przodzie znów było bicie głową w mur. Brak zrozumienia i dokładności. No i skuteczność jeszcze nie ta.

    Na szczęście w drugiej połowie udało się otworzyć wynik. Niezawodny okazał się Mateusz Gros. I to dwukrotnie! Wielkie Brawa - Eryn-Jaro pewnie już czuje jego oddech na plecach w klasyfikacji najlepiej strzelających.. Dlatego sam pokusił się o zdobycie drugiej bramki. No no - osiem zdobytych goli plasuje go w czołówce strzelców. Swoją cegiełkę dołożył też ten, którego od początku sezonu mam na oku i uważam, że ma ogromny potencjał. Nie wiem czemu dotąd nie udawało mu się strzelać goli, ale wiem, że Adrian Wandor jeszcze nas nie raz zachwyci.
  Racja, że to wynik zadecydował w drugiej części o rozmiarach zwycięstwa. Ale też druga prawda to fakt, że jak przeciwnik podszedł wyżej i przycisnął, to robiło się gorąco pod naszą bramką. Chwała chlopakom, że potrafili wykorzystać sytuacje. Ten stoper to wchodził nam jak w masło i gdyby miał do kogo odegrać to byłoby nieciekawie..








  I jeszcze jedna rzecz która mnie niepokoi od kilku meczy. Marcin Sporysz - jak dobrze sobie radzi w obronie, tak nie potrafi przegrywać pojedynków 1/1. Ostatnio bardzo często popełnia "głupie" faule, które skutkują dla niego kartkami. Uważam, że jest to bardzo niefajna sytuacja, bo chłopak jest "rozwojowy", a nabrał zlych nawyków.








Jednak - cokolwiek nie powiedzieć - WIELKIE GRATULACJE DLA CHŁOPAKÓW!
Nikt, łącznie z samymi zawodnikami chyba, nie spodziewał się aż takiego zwycięstwa. Widac mobilizację w zespole, tak samo jak widać nieskrywaną radość z każdej zdobytej bramki i ugranego punktu. Myslę, ze teraz będzie już tylko lepiej, a wiosna będzie już nasza!


P.s. Ponownie wielkie dzięki dla Andrzeja Biesa za świetną oprawę fotograficzną naszego meczu!

środa, 12 października 2011

Tam jeszcze nie graliśmy...

Tegoroczny spadkowicz z IV- ligi. Ostatni sezon nie może zaliczyć do udanych : przegrał 23 mecze, 4 wygrał i 3 zremisował. Niemniej , wydawało się, iż zespół spokojnie poradzi sobie w - bądź co bądź - dwa oczka niższej klasie rozgrywek. Póki co nie udaje się ta sztuka : 2 zwycięstwa, dwa remisy i sześć porażek. Osiem zdobytych punktów to jeszcze mniej niż nasz zespół. Nie pomogła zmiana trenera na początku września - został nim Krzysztof Duch, który również nieudanie w zeszłym sezonie próbował ratować przed spadkiem z V-ligi  KS Chełmek. Tak jak mówiłem - zmiana trenera w trakcie sezonu niekoniecznie musi przynieść sukces, a już na pewno nie od razu (to tak apropos  naszego podwórka).

   Jaki to będzie przeciwnik? Z moich informacji wynika, że preferują podobny styl do Skawy, czyli gra strefami z przewagą obrony i próbują kontratakować. Na szczęście niezbyt udane są ich akcje w napadzie, ponieważ jak dotąd zdobyli zaledwie sześć goli. Jednak mała liczba bramek straconych -13 (to na poziomie najlepszych w tej grupie) - każe potraktować ich obronę ze szczególną uwagą.

Jak zawsze - wierzymy w to, że się uda i dobra passa z ostatnich dwóch meczów zostanie podtrzymana!
Mam nadzieję, że i tym razem licznie stawimy się w Alwerni, aby wspomagać naszych Pupilów.

SOBOTA 15.10.2010 godz 15.00






niedziela, 9 października 2011

Kolejne punkty - jest lepiej....

  Nie wiem, czy to przeciwnik zagrał słabszy mecz, czy raczej Brzezina nie pozwoliła wadowiczanom rozwinąć skrzydeł. Jednak jedno jest pewne. Mamy wreszcie jakąś passę. Specjalnie piszę, że "jakąś" bo do ideału jeszcze nam daleko. Niemniej jednak wiem, że frekwencja na treningach się poprawia, a i nastroje też uległy zmianie. I to zaraz widać na boisku. Druga z rzędu wygrana i zaraz w serce wlewa się nadzieja, że już odbiliśmy od dna.
  Stwarzamy sytuacje, choć większość z nich marnujemy. Brakuje dokładnego ostatniego podania. Wiele piłek w środku boiska jest albo niedociągniętych, albo o ułamek sekundy spóżnionych. Ale najważniejsze, że coś się zmieniło. Na plus trzeba zaliczyć drugą połowę.... . Nie , żeby była lepsza w naszym wykonaniu, bo była gorsza. Ale fakt, ze potrafiliśmy podnieść się po utracie wyrównującego gola. Do tej pory takie sytuacje działały przeciwko nam. Dziś nie pozwoliliśmy przeciwnikowi zdominować się po stracie - bądż co bądź - kontrowersyjnej bramki z rzutu karnego.
  Jednak szkoda, że Jaromin znów nie wykorzystał dwóch sytuacji sam na sam. Szkoda, że Szymon Juras tak pięknie przestrzelił z główki na pełnym biegu - byłaby bramka "stadiony świata"! Szkoda, że Zyga trafił w bramkarza z czystej pozycji. Ale za to mamy Daniela Płonkę - strzelca pierwszej bramki. Bramki wprost do szatni  przyjezdnych. I mamy Szymona, który pokazał, że nie do trzech, a do dwóch razy sztuka i po ładnym wejściu w pole karne pokonał bramkarza z Miasta Papieża.

   Mówiłem wcześniej, że o ile drużyny aspirujące do gry w IV lidze stanowią póki co dla nas za wysokie progi, to wszystkie ekipy środka tabeli bez dwóch zdań są w naszym zasięgu.
    Poza tym cieszy mnie fakt, iż chyba już prawie wszyscy dojrzeli do tego aby jednogłośnie stwierdzić, że wzmocnienie "z zewnątrz" jest nam niezbędne. Zarówno zawodnicy, jak i sztab zarządzający jest zgodny pod tym względem. Wiem, że jakieś ruchy są poczynione, ale musimy jeszcze poczekać - być może nawet do wiosny.  POCZEKAMY.

Póki co na tej - niskiej jeszcze - fali zwycięstw jedziemy do Alwerni i jestem przekonany, że bez walki tego meczu nie oddamy! Jak to kiedyś jeden z polityków powiedział: prawdziwego faceta poznać po tym jak kończy, a nie jak zaczyna.

My zakonczymy ten sezon o niebo lepiej niż zaczęliśmy! 
W TO WIERZĘ.

niedziela, 2 października 2011

DZIĘ-KU-JEMY !!

Za walkę, za serce, za poświęcenie i wreszcie za trzy punkty, które pozwolą nam odbić się od dna i zapomnieć - choć na tydzień o goryczy porażek.
    Takie mecze jak dzisiejszy zawsze elektryzują zarówno kibiców jak i zawodników. Choć na codzień wielu z nich jest kolegami, przyjaciółmi, rodziną, to w tym jednym dniu przemieniają się w zaciekłych rywali. Tak było i dziś - czasem aż kości trzeszczały. I choć poziom czysto sportowy nie był zachwycający, to i tak emocji nie zabrakło.
  Cieszę się, że Jaromin w koncu przełamał swą niemoc strzelecką, bo od kilku meczów nie mógł się odnależć na boisku. Wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej!

 Dzisiejszy mecz spuentowałbym tak: słaba Brzezina pokonała jeszcze słabszy Malec. Ale i to jest sztuką, aby nie będąc w najlepszej dyspozycji umieć wygrać mecz, w dodatku taki jak dzisiejszy!

I ZA TO CHŁOPAKOM DZIĘKUJEMY !

sobota, 1 października 2011

CZY WYGRYWASZ CZY NIE...

... JA I TAK KOCHAM CIĘ ! W MOIM SERCU
   OSIEK I NA DOBRE I NA ZŁE !!!


PRZEŻYJMY TO JUTRO JESZCZE RAZ...

I ZAPOMNIJMY O WSZYSTKICH PORAŻKACH.