środa, 7 września 2011

Oj tam, oj tam...

       Albo to pierwsza nasza porażka ?? Nie ma się co rozczulać nad tą czwórką z przodu - decydująca o wyniku była druga bramka - ta z karnego. I to chwilę po sytuacji kiedy sędzia miał własnie dla nas gwizdnąć wapno, a nie zrobił tego. To był kluczowy moment - wg mnie - tego meczu. Po wyrównaniu poszłoby jak z Kalwarianką. TAK SĄDZĘ. A tak - została frustracja, która narastała wraz z każdą kopniętą kostką. To było widać nawet pół kilometra od murawy. Niemniej jednak daleki jestem od tłumaczenia kogokolwiek, tylko próbuję zrozumieć. Zawodnik też czlowiek. Ale sami sobie jesteśmy winni. KONIEC I KROPKA. I cieszmy się, że skończyło się "tylko" na dwóch czerwonych. A jak nie skończymy z pyskówkami na boisku- to będziemy kartkowani w każdym meczu.
  Sędzia też człowiek (choć czasem ciężko w to uwierzyć) - popełnia błędy, myli się , a potem chce to naprawiać i brnie dalej w tym kabarecie pomyłek . Wszyscy o tym wiemy, wszyscy to widzimy, ale tylko kibice mają ten komfort, żeby "pojechać" arbitrowi. Szkoda, że nerwy dziś nie wytrzymały, bo brakować nam będzie naszego filaru obrony w następnych meczach.Wygląda na to, że wykrakałem - zabraknie nam Dziamka szybciej niż ktokolwiek przypuszczał.....
   A mogło być tak pięknie. Jak zobaczyłem to boisko, to od razu uderzyło mnie skojarzenie ze Stryszawą. Nie wiem czemu - pomyslałem, że na takim lotnisku musi grać wybiegana, mocna drużyna. Jednak wygląda na to, że na gospodarzach duże wrażenie zrobiło nasze zwycięstwo nad Kalwarianką. Pierwszą połowę zagrali bardzo uważnie z tyłu. Zagrali dwoma strefami: przede wszystkim obrona , a z przodu jeden, dwóch zawodników, na których szly piłki "za kołnierz" obrońców i próby ataków. W środku pola mieliśmy dużą przewagę, ale nie umieliśmy jej wykorzystać, bo zabrakło skuteczności - w przeciwieństwie do gospodarzy, którzy wykorzystali swoją niemal jedyną stuprocentową okazję. Kulczyk był bezradny.
   Z naszej strony swoje sam na sam nie wykorzystali obaj Panowie Gros. SZKODA. Dziwnie wyglądała dziś nasza gra. Odnosiłem wrażenie, że nie mogliśmy się odnależć na tym boisku. Wiele   nieporozumień, niedokładności i to w sytuacjach niewymuszonych przez przeciwnika..
  Zawsze mówiliśmy, że BRZEZINA ma lepsze drugie połowy. Jednak dzisiejsza była chyba najgorsza od wielu miesięcy.... Na boisko wyszedł zupełnie inny zespół. NIC SIĘ NIE UKŁADAŁO. Gospodarze - o ile w pierwszej połowie zagrali na zero z tyłu- to na początku drugiej tym bardziej murowali swoją strefę obronną i trzeba przyznać, że robili to skutecznie. Z biegiem czasu, widząc naszą bezradność w ataku zaczęli sobie coraz śmielej poczynać, wychodząc większą liczbą zawodników i stwarzając dla nas okazje do szybkich kontr. Po jednej z nich - faulowany w polu karnym R. Gros zobaczył żółty kartonik za rzekomą  próbę wymuszenia. Jednak po następnym -niemal identycznym faulu - sędzia już nie był  skory do karania go, ale też zabrakło mu odwagi, aby pokazać dla nas wapno. Za to chwilę póżniej bez zastanowienia zrobił to , tyle, że dla gospodarzy.

 Potem wszystko się już posypało......  nie zauważony złośliwy faul zawodnika z Suchej na Dziamku, który nie wytrzymał i odepchnął rywala, za co zobaczył "czerwień". I żywcem przypomniała mi się Stryszawa z zeszłej jesieni...... dramat.
      Żal i rozgoryczenie zawsze przychodzą po porażkach. Ale po takich porażkach jak dzisiejsza towarzyszy im jeszcze zlość.

 Złość na sędziów- bo swoimi błędami pozwolili na zbyt ostrą grę i spowodowali frustrację wśród graczy.

Złość na zawodników, że nie utrzymali swoich nerwów na wodzy i osłabili swój zespół na najbliższe mecze.

A także złośc na nas - kibiców, że zamiast próbowac wspomóc chłopaków, skupialismy się na słownych potyczkach z miejscowymi .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz