niedziela, 25 września 2011

Serce krwawi....

Nie tylko to, że przegraliśmy mecz, który był do wygrania, ale fakt, że znowu tak wysoko.  1-4 , a mogło być więcej. Błędy, błędy i jeszcze raz błędy. I nie płaczmy, że sędzia nie pokazał wapna. W pierwszej połowie zagraliśmy z większym zaangażowaniem i wiarą w siebie i mieliśmy ten mecz już wtedy rozstrzygnąć na swoją korzyść. A tak -  znów niewykorzystane "setki", potem goście wyrównują "do szatni", a po zmianie stron wychodzi inna Brzezina - ta gorsza.
 Nie będę się znęcać, bo wszyscy już i tak mają dosyć porażek i ... właściwie wszystkiego się odechciewa jak twoja drużyna przegrywa po raz czwarty z rzędu, a szósty w rundzie. To  nie jest kryzys - to jest zapaść.
  Sądzę, że dwa nasze grzechy główne to: kondycja i psychika. Jednak to drugie wynika z pierwszego: jak siada kondycja, nie potrafimy upilnować rywali, tracimy bramki,duużo bramek i odechciewa się nam grać. A potem wszystko się sypie. Kondycja kiedyś była naszym atutem... .

  Na dzień dzisiejszy wiem tylko jedno: choćby w A-klasie - ale zawsze będę z Wami. Wierzę, że jest tu jeszcze paru takich niepoprawnych optymistów.

czwartek, 22 września 2011

Kiedy jak nie teraz ?

Nikomu nie trzeba przedstwiać naszego najbliższego rywala. Zespół z Oświęcimia przed sezonem zapowiadał walkę o czołową pozycję w tabeli, jednak póki co - musi zadowolić się jej środkiem - z dorobkiem 9 punktów.
Ewentualne nasze zwycięstwo zepchnie ich w dół tabeli, a nam pomoże podnieść się z tego dołka.

  Remis u siebie z  Jałowcem, porażka w Gromcu, przegrana z Zagórzanką na własnym boisku i remis w Brodach - oto "dorobek" zepołu D&R Unia Oświęcim w ostatnim miesiącu. Myślę, że u nich rozczarowanie  wynikami jest chyba jeszcze większe niż u nas. Tym bardziej, że po zmianie ,wcześniej trenera, a potem sponsora tytularnego, apetyty mocno wzrosły. Jednocześnie trzeba pamiętać, że równie jak my, oświęcimianie będą głodni zwycięstwa. My mamy swoje kłopoty kadrowe. Oni - kolejnego rywala na własnym podwórku . To dodatkowy stres dla zawodników, ponieważ wydawać się może, że w Grodzie nad Sołą "koniunktura na piłkę" nieco się zmieniła i to Solarze teraz są na fali wznoszącej. A przecież Brzezinka też nie odpuszcza... .
   Dlatego uważam, że to właśnie teraz nadszedł czas, aby wziąć rewanż za sromotną porażkę z nimi na wiosnę. Myślę, że chłopakom nie trzeba tego tłumaczyć. Przecież wszyscy wiedzą: można przegrywać ligę, ALE Z UNIĄ WYGRAĆ TRZEBA !  Podobnie jak z Malcem.
  Niech to będzie przełom. W następnym meczu będziemy mieć już "Dziamka", teraz już  będzie "Iwi", "Zyga" i MUSI się udać!

  Przegraliśmy z całą pierwszą piątką naszej tabeli. Zgoda - może za wysokie progi.
Ale z pozostałymi sobie poradziliśmy i  na "średniaków" z pewnością nam wystarczy umiejętności i jestem przekonany że damy radę!
Można powiedzieć, że najgorsze już za nami ,- jednak sami też musimy się przełamać.
 I wcale nie potrzebujemy cudu. Wystarczy tyle ambicji ile nasz zespół posiada i odrobina szczęścia.

I BĘDZIE ZWYCIĘSTWO !!!

sobota, 17 września 2011

Cudu nie było...

...bo nie mogło być i tylko hurra optymiści wierzyli w sukces w dzisiejszym meczu. Sześciu juniorów w składzie - całkiem dobrze dziś wypadli. Oczywiście - na miarę swoich możliwości. Nie ma co doszukiwać się błędów przy straconych bramkach - piłka nożna sama w sobie jest grą błędów i ten wygrywa, kto ich mniej popełni.
   Niemniej jednak M. Gros wprawił wszystkich w osłupienie w 22 minucie. Po ładnej kontrze wyszedł  sam na sam i zdobył dla nas gola! Nawet nie umiałem się cieszyć - zatkalo mnie. Pomimo, że mecz toczył się do jednej bramki, umieliśmy wykorzystać prawie wszystko co nam murawa dała. Prawie, bo kwadrans póżniej z niespodzianki mogła zrobić się sensacja: znów Mateusz sprytnie ograł obrońców na szesnastym metrze i minimalnie przestrzelił obok słupka. Szkoda, bo mogło być pięknie. A tak pozostała "obrona Częstochowy" i dowiezienie wyniku za wszelką cenę. Nie udało się... . Nie krytykuję - jak powiedziałem przed meczem - chwała chłopakom za to, że  nie odpuścili i z podniesioną głową wyjechaliśmy z Chełmka.

  Za tydzień Unia. Wszyscy wiemy, że w tym meczu może paść każdy wynik. Trzeba się sprężyc, bo runda już na półmetku i może się okazać na wiosnę , że walczymy o utrzymanie w lidze, zamiast o czołowe pozycje.


Zamieściłem tylko kilka - moim zdaniem - najciekawszych sytuacji, które udało mi się uchwycić. Muszę stwierdzić - po obejrzeniu całego materiału , że Łukasz rozegrał kolejny świetny mecz.


A mieliśmy się nikogo nie bać ... . Nieprawda Panie Trenerze - powinniśmy się teraz obawiać każdego - nawet Malca.

środa, 14 września 2011

Będzie walka

W to nie wątpię.
  Znowu z Chełmkiem tyle, że na wyjeżdzie. Znowu z Liderem, a - przypomnę- mamy patent na liderów w tej rundzie. Nie to, żebym się napinał na wynik. ABSOLUTNIE. Przecież wszyscy wiemy jak zdziesiątkowanym składem pojedziemy na ten mecz. Właśnie dlatego uważam, że chłopakom powinno zagrać się lżej - nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie stawiał nawet na remis w tym meczu, chociaż...... pamiętajmy co zrobiło choćby Podbeskidzie w sobotę!
  Jednak z mojej strony nie będzie żadnej presji. Nie uważam, aby ktokolwiek, kto ma serce dla tej drużyny mógł wymagać od niej cokolwiek w nadchodzący weekend.

 To wcale nie znaczy, że nie wierzę.
                               
                                                         




  NADZIEJA JEST ZAWSZE !!

Tak jak zawsze będą najwierniejsi kibice. Zagrajcie fajny mecz, pokażcie nam - jak nie raz - że umiecie powalczyć z każdym, a my przyjmiemy z pokorą każdy wynik .

niedziela, 11 września 2011

Brawa dla Kibiców!

Z drużyną się jest, a nie tylko bywa... .
  Nie sztuka podniecać się tylko wtedy, gdy wszystko się układa. Dzisiejszy doping pokazał, że Brzezina ma wiernych kibiców. Skidziń nie był dziś w naszym zasięgu. Pokazali nam jak się gra w osłabieniu, strzelając aż trzy bramki! I to jakie ! Końcowy wynik 3-6 nie napawa optymizmem przed najbliższym meczem w Chełmku. Tym bardziej, że prawdopodobnie straciliśmy też kontuzjowanego dziś Sporysza, a jeśli się nie mylę, to M. Szczepaniak zobaczył dziś czwartą żółtą kartkę, co oznacza, że za tydzień  będzie pauzował.

   Aż mi się zakląć chce! GDZIE SĄ TERAZ CI WSZYSCY KTÓRZY MÓWILI, ŻE NIE POTRZEBUJEMY WZMOCNIEŃ?
  Na wiosnę rozbiliśmy Skidziń na ich własnym terenie, a teraz co? Panowie gdzie my jesteśmy ?? Do dziś mieliśmy słabą obronę- nie ma się co oszukiwać. Jednak od dziś my po prostu jej nie mamy. Jak spojrzałem na ławkę to wiało pustką, a co będzie w sobotę?
   Spadliśmy na 14- te miejsce w tabeli z NAJGORSZYM bilansem bramkowym w stawce. Nawet Malec ma lepszy.
 TO TEŻ O CZYMŚ ŚWIADCZY.  Już to kiedyś pisałem, ale jeszcze raz powtórzę. Jak się zdobywa trzy bramki w meczu, to się go wygrywa, a my dostaliśmy taką czapę jak- nie przymierzając- wczoraj Adamek.

                         BRZEZINO OBUDź SIĘ !


Bo jak nie, to zagramy inaugurację nowego stadionu z drużyną A- klasową! I moje słowa kieruję nie tylko do zawodników, ale przede wszystkim do naszego ZARZĄDU i Prezesa.

 Potrzebujemy świeżości w zespole , nowej jakości, bo  robimy milowe kroki  wstecz.

sobota, 10 września 2011

Wiara w zwycięstwo !



Tak się składa w tej rundzie, że zawsze naszym przeciwnikiem jest rywal Jałowca z rundy poprzedniej.
Mało tego... ZAWSZE- jak do tej pory rywale, których pokonywała Stryszawa,  wygrywali potem z naszym zespołem i na odwrót: drużyny które były zbyt mocne dla "Górali" nie mogły sprostać Brzezinie .

We środę Jałowiec poległ w Skidziniu 3:2 ... .

OSIEK, NIEDZIELA  GODZ. 17.00

środa, 7 września 2011

Oj tam, oj tam...

       Albo to pierwsza nasza porażka ?? Nie ma się co rozczulać nad tą czwórką z przodu - decydująca o wyniku była druga bramka - ta z karnego. I to chwilę po sytuacji kiedy sędzia miał własnie dla nas gwizdnąć wapno, a nie zrobił tego. To był kluczowy moment - wg mnie - tego meczu. Po wyrównaniu poszłoby jak z Kalwarianką. TAK SĄDZĘ. A tak - została frustracja, która narastała wraz z każdą kopniętą kostką. To było widać nawet pół kilometra od murawy. Niemniej jednak daleki jestem od tłumaczenia kogokolwiek, tylko próbuję zrozumieć. Zawodnik też czlowiek. Ale sami sobie jesteśmy winni. KONIEC I KROPKA. I cieszmy się, że skończyło się "tylko" na dwóch czerwonych. A jak nie skończymy z pyskówkami na boisku- to będziemy kartkowani w każdym meczu.
  Sędzia też człowiek (choć czasem ciężko w to uwierzyć) - popełnia błędy, myli się , a potem chce to naprawiać i brnie dalej w tym kabarecie pomyłek . Wszyscy o tym wiemy, wszyscy to widzimy, ale tylko kibice mają ten komfort, żeby "pojechać" arbitrowi. Szkoda, że nerwy dziś nie wytrzymały, bo brakować nam będzie naszego filaru obrony w następnych meczach.Wygląda na to, że wykrakałem - zabraknie nam Dziamka szybciej niż ktokolwiek przypuszczał.....
   A mogło być tak pięknie. Jak zobaczyłem to boisko, to od razu uderzyło mnie skojarzenie ze Stryszawą. Nie wiem czemu - pomyslałem, że na takim lotnisku musi grać wybiegana, mocna drużyna. Jednak wygląda na to, że na gospodarzach duże wrażenie zrobiło nasze zwycięstwo nad Kalwarianką. Pierwszą połowę zagrali bardzo uważnie z tyłu. Zagrali dwoma strefami: przede wszystkim obrona , a z przodu jeden, dwóch zawodników, na których szly piłki "za kołnierz" obrońców i próby ataków. W środku pola mieliśmy dużą przewagę, ale nie umieliśmy jej wykorzystać, bo zabrakło skuteczności - w przeciwieństwie do gospodarzy, którzy wykorzystali swoją niemal jedyną stuprocentową okazję. Kulczyk był bezradny.
   Z naszej strony swoje sam na sam nie wykorzystali obaj Panowie Gros. SZKODA. Dziwnie wyglądała dziś nasza gra. Odnosiłem wrażenie, że nie mogliśmy się odnależć na tym boisku. Wiele   nieporozumień, niedokładności i to w sytuacjach niewymuszonych przez przeciwnika..
  Zawsze mówiliśmy, że BRZEZINA ma lepsze drugie połowy. Jednak dzisiejsza była chyba najgorsza od wielu miesięcy.... Na boisko wyszedł zupełnie inny zespół. NIC SIĘ NIE UKŁADAŁO. Gospodarze - o ile w pierwszej połowie zagrali na zero z tyłu- to na początku drugiej tym bardziej murowali swoją strefę obronną i trzeba przyznać, że robili to skutecznie. Z biegiem czasu, widząc naszą bezradność w ataku zaczęli sobie coraz śmielej poczynać, wychodząc większą liczbą zawodników i stwarzając dla nas okazje do szybkich kontr. Po jednej z nich - faulowany w polu karnym R. Gros zobaczył żółty kartonik za rzekomą  próbę wymuszenia. Jednak po następnym -niemal identycznym faulu - sędzia już nie był  skory do karania go, ale też zabrakło mu odwagi, aby pokazać dla nas wapno. Za to chwilę póżniej bez zastanowienia zrobił to , tyle, że dla gospodarzy.

 Potem wszystko się już posypało......  nie zauważony złośliwy faul zawodnika z Suchej na Dziamku, który nie wytrzymał i odepchnął rywala, za co zobaczył "czerwień". I żywcem przypomniała mi się Stryszawa z zeszłej jesieni...... dramat.
      Żal i rozgoryczenie zawsze przychodzą po porażkach. Ale po takich porażkach jak dzisiejsza towarzyszy im jeszcze zlość.

 Złość na sędziów- bo swoimi błędami pozwolili na zbyt ostrą grę i spowodowali frustrację wśród graczy.

Złość na zawodników, że nie utrzymali swoich nerwów na wodzy i osłabili swój zespół na najbliższe mecze.

A także złośc na nas - kibiców, że zamiast próbowac wspomóc chłopaków, skupialismy się na słownych potyczkach z miejscowymi .

niedziela, 4 września 2011

Sucha...bez Kicka

Beniaminek z aspiracjami na czwartą ligę.... Myślę, że styl gry podobny do Jałowca. Nie to, że powinniśmy się ich bać. Nie powinniśmy się nikogo bać, ale odrobina stresu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A szacunek dla przeciwnika przed meczem - obowiązkowy!  Wiemy jak skończyła się dla nas pierwsza konfrontacja z zespołem - bliżniakiem, można powiedzieć, Jałowcem ze Stryszawy (pewnie Stryszawianie nie zostawią na mnie suchej nitki za to porównanie).
Ojjj, bardzo bolało! Ale cała mądrość w nas aby wyciągnąć z tamtej porażki wnioski i nie dać się tak stłamsić już od pierwszej minuty.
Po sobotnim meczu nic - ALE TAK NAPRAWDĘ - nic nie jest już w stanie nas złamać! Możemy przegrać niejeden  mecz, ale jedno jest pewne:
                                               Brzezina MA JAJA.
I każdy , kto staje po drugiej stronie półkola musi mieć świadomość tego, że może przegrać!

...I jeszcze jedno.. ten zespół też ma kibiców. I na pewno w Suchej również się pojawią.

                                             NIGDY WAS NIE OPUŚCIMY !

sobota, 3 września 2011

A jednak cuda się zdarzają....

                                                                      VICTORIA!!!

  I czapki z głów przed całym zespołem!
Wygrała ambicja, duch walki i – wreszcie -  myśl taktyczna. Tak. Uważam, że lepiej podeszliśmy do meczu od tej strony ,nie podejmując walki od samego początku, nie próbując wymiany ciosów i słusznie, ponieważ wszystkie  atuty leżały po stronie przeciwnika ( no może PRAWIE wszystkie).
Od początku widać było, że gramy przede wszystkim „na zero z tyłu”. Uważnie, bez dziwnych strat, bez zabawy – wybijaliśmy gości z rytmu ile się dało.
Prawda, że napór trwał nieprzerwanie jakiś kwadrans, ale o dziwo – to my mieliśmy pierwsi stuprocentową sytuację, po której sędzia powinien był gwizdnąć wapno : ręka w polu karnym była ewidentna!
    Niestety – TEGO sędziego pamiętać będziemy jeszcze dłuuuugo, jednak z innego powodu: to ON był głównym aktorem tego żenującego widowiska z wiosny zeszłego sezonu – kiedy przegralismy w Kleczy.
                           
                                  


                                         Pan Biros z Libiąża – NIE ZAPOMNIMY !




     Dużo szumu, lecz efektów niewiele – tak w skrócie można streścić grę przyjezdnych w pierwszej połowie. Bili głową w mur naszej obrony, borykając się z własną bezradnością  i ... naszą murawą – to też trzeba obiektywnie przyznać. Ale cóż – obie strony grały na tej samej trawie.
 Nawet stracona bramka, uważam, nie była efektem jakiejś wyrafinowanej akcji z ich strony- ot dośrodkowanie z lewej flanki w pole karne i błąd Kulczyka: sądzę, że gdyby nie wyszedł do tej piłki, spokojnie by ją złapał na linii, a tak - główka-lob i zrobiło się nieciekawie.
 Cóż – zdarza się. Ja tylko się bałem, że ten gol podetnie nam skrzydła. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i dojechaliśmy do przerwy z tym wynikiem.

  Po wznowieniu obraz gry podobny: burza w szklance wody, czyli dobra, poukładana gra gości w strefie środkowej, jednak do naszej szesnastki . Dalej mieli problem . I dobrze – nikt z naszych się tym specjalnie nie przejmował. Co mi się podobało, to konsekwencja naszego zespołu w obronie, podwajanie krycia i  skracanie pola, tak aby przeciwnik nie mógł oddawać strzałów zza szesnastki. Powiem tak: zagraliśmy jak nie my .

  Już na początku meczu mówiłem, że mam cichą nadzieję, iż goście tak się zapamiętają w atakach na naszą bramkę, że zapomną o obronie własnej. Tak też się stało i to już po dziesięciu minutach gry w drugiej części ! Tym razem Biros miał na tyle jaj, aby pokazać – słusznego zresztą – karnego dla nas. Nie miałem wątpliwości kto będzie strzelał. Jaromin rzadko się myli w takich sytuacjach!

   Jakże piękny jest fubol. Z maluczkich potrafi w parę minut, w kilka akcji zrobić wielkie potęgi! Wiadomym było, że podrażniona ambicja dotychczasowych liderów tabeli  nie pozwoli im zadowolić się tym wynikiem. Ale co z tego, kiedy nasza Brzezina naprawdę zagrała dziś koncertowo z tyłu! Ba! Nawet z przodu akcje zaczęły się zazębiać.
Gdyby goście zachowali chłodne głowy i użyli całych swych umiejętności aby nas rozpracować  - pewnie skończyłoby się dla nich dobrze. Jednak zagrali jak amatorzy, odsłaniając coraz bardziej swoją bramkę, aż wreszcie zostali surowo skarceni przez naszych: szybka kontra i najpierw  strzelał Daniel Płonka(?), a dobijał kto?                                              
                                         JA-RO-MIN!! 

  Do końca mieliśmy jeszcze co najmniej trzy stuprocentowe sytuacje, ale zabrakło precyzji.
Znowu dziś świetną zmianę dał na lewej stronie R.Gros. Jeszcze nie te siły, ale kiedy trzeba było pograć piłką z przodu – robił to, czasem wręcz ośmieszając  przyjezdnych swoim dryblingiem. BRAWO !

     Jeszcze co najmniej kilku chłopaków można by wyróżnić, ale najważniejsze jest jedno: DZIŚ ZAGRAŁ ZESPÓŁ. Jednak sądzę, ze winien jestem oddać sprawiedliwość. Nigdy Go nie chwaliłem, bo zawsze robił co do niego należało. Zawsze. albo prawie zawsze jest tam, gdzie innych zabraknie. Cichy Bohater wielu meczów. Człowiek od "czarnej roboty". Tak to Damian Płonka . Od tylu sezonów jest sercem, mózgiem i duszą naszej strefy obronnej. Nie zdajemy sobie sprawy ile razy w trakcie sezonu zakrzykniemy: "ufff, na szczęście jest Dziamek". Aż się boję co by było gdyby go zabraklo.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie znalazł jakiejś szpilki do wbicia... Nie wiem czy zauważył ktoś jak po strzelonej drugiej  bramce  nasz Kapitan sam zachęcał kibiców do gorącego dopingu. Szkoda, bo to był wyrażny sygnal jak bardzo nas potrzebują. Jak wsparcie kibiców pomaga na murawie!
Moim zdaniem to był mecz z gatunku tych, gdzie niemożliwe staje się realne – przypomniało mi się spotkanie w Makowie przed dwoma sezonami, gdzie pojechaliśmy jak baranki na pożarcie, a wróciliśmy z trzema punktami. Pamiętacie ?  ALE TAM BYŁ DOPING. I zawodnicy wówczas też potrafili to docenić . Tamta i dzisiejsza i wiele innych sytuacji dobitnie świadczy o tym jak bardzo jesteśmy potrzebni naszym zawodnikom. I to nie tylko kiedy jest dobrze, ale przede wszystkim jak „nie idzie”. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu wszyscy to zrozumiemy i zaczniemy kibicować  bo w to, że BRZEZINA zasługuje na solidnych kibiców, nie mam najmniejszych wątpliwości.