poniedziałek, 18 kwietnia 2011

NARESZCIE ZWYCIĘSTWO !

Nie mieliśmy zbyt tęgich min, jadąc na mecz do Skidzinia. Po trzech tygodniach bez zdobytego choćby jednego punktu i po sromotnej klęsce w ubiegłą niedzielę u siebie z Jałowcem mało kto spodziewał się dobrego wyniku na wyjeździe . W dodatku z drużyną która jeszcze na wiosnę nie przegrała, a ostatni mecz – w Pilicy, tam gdzie jesienią dostaliśmy okrutne lanie, zremisowała 1:1.

    Jednak zaczęło się dość obiecująco – to my byliśmy stroną przeważającą i sprawialiśmy lepsze wrażenie. To my również stwarzaliśmy sytuacje bramkowe – jak zwykle zresztą – nie wykorzystaliśmy żadnej. Za to skidzinianie zrobili parę wypadów i na nasze nieszczęście jeden z nich zakończyli trafieniem. Bramka „do szatni” może podłamać każdy zespół, nawet najlepszy. Ale jak usłyszałem przed wyjściem naszych z szatni gromkie: „kto wygra mecz?BRZEZINAAA!”  to wiedziałem, że chłopcy tanio skóry nie sprzedadzą.
Nie myliłem się. Po wznowieniu gra wyglądała jeszcze lepiej niż w pierwszej części. Zepchnęliśmy gospodarzy do głębokiej defensywy, nie pozwalając przez długie minuty wyjść ze swojej połowy. Na efekty nie trzeba było długo czekać: Przemek Płonka poszedł pięknie prawą stroną i strzelił z ostrego kąta mocno pod poprzeczkę. Bramkarz zdołał piłkę strącić w powietrzu, ale dopadł jej na 5-tym metrze M.Gros i efektowną przewrotką dokonał dzieła!  
A NIE MÓWIŁEM ??? Ja wiedziałem...czułem to, że ten chłopak zacznie w końcu dla nas strzelać bramki. Brawo Mateusz – tak trzymaj !

    Właśnie tego potrzebowaliśmy.  Być może to był gol na miarę przełomu. Zresztą widać było, że chłopaki na tym nie poprzestaną, bo przewaga była przytłaczająca. Po kilkunastu minutach mamy rzut wolny z ok 20-go metra. Piłkę ustawił sobie Zygmunt Bąba..... .  Mój Boże, jak on to zrobił ?! Strzał był lekki, techniczny, ale futbolówka dosłownie musnęła od wewnętrznej strony okienko! Bramka taka, że klękajcie narody ! Jak ganiłem go za nieodpowiedzialne zachowanie w meczu sparingowym, to za tego gola muszę oddać honor : stadiony świata !
   Jeszcze nie skończyliśmy się radować z  drugiego gola, a już chwilę potem znów mogło być cudownie: Jaromin dostał prostopadłą piłkę, uwolnił się od obrony i huknął z całych sił w górny róg bramki. Jednak sędzia nie dał nam się nacieszyć – był spalony. Minimalny , ale jednak był.
   Do końca gospodarze  próbowali jeszcze wyrównać, nawet raz im się to prawie udało, jednak boczny sędzia znów był nieugięty. Nerwy też zrobiły swoje: w końcówce meczu jeden z miejscowych zawodników  zobaczył po raz drugi żółty kartonik i w konsekwencji musiał zejść do szatni.

     Dawno chyba tak nie wyglądaliśmy zwycięstwa jak tym razem. Z meczu na mecz robiło się coraz bardziej nerwowo w zespole, o kibicach już nie wspominając. Wierzę, że teraz będzie już z górki. Może chłopaki w końcu uwierzą w siebie i pokażą  znów pazur w sobotnim spotkaniu  z Unią Oświęcim.

BRAWO PANOWIE, BRAWO BRZEZINA!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz