sobota, 30 kwietnia 2011

Dla takich meczów warto być kibicem

Pokonaliśmy meblarzy 3-1...noo i tyle. Heh, oczywiście, że nie poszło gładko. Dramatugia tego meczu była bardzo zmienna. Takie miałem przeczucie, że on  będzie do wygrania,  choć ten "głupi" rozum podpowiadał co innego. Już myślałem, że  wszystko nam dziś sprzyja, gdy sędzia w 10 minucie meczu wyrzucił z boiska zawodnika gospodarzy za to, że pokazał bocznemu "palca"..hmmm. (Nie powiem, że za to co ten sędzia  wyprawiał na linii póżniej, mu się nie należało, ale  zawodnikowi nie przystoi ). Jednak chłopaki w obronie dali znów trochę ciała. Pozwolili hasać niemiłosiernie pomocnikowi z nr 9 , aż w końcu ten doprowadził do zdobycia prowadzenia. No i się zaczęło.... .
Przez dobrych kilkanaście minut wydawało się, że to Kalwarianka gra w przewadze. Jednak z czasem nasza dominacja coraz bardziej się zaznaczała. Ale przewaga to jedno, a skuteczność to zupełnie inna bajka. Seweryn miał 300- procentową sytuację tuż przed przerwą , której niestety nie wykorzystał. I powiem, że to się świetnie wpisuje w obecny obraz gry naszej Brzeziny, która naprawdę wypracowuje sobie mnóstwo okazji strzeleckich, ale z wykończeniem jest  słabo. Jednakowoż - zwycięzców się nie sądzi, więc nie ma co raztrząsać - powiedziałem, że od dziś może być już tylko lepiej i jestem pełen wiary w to, że tak będzie ! Druga połowa to był już mecz praktycznie do jednej bramki - nie naszej. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich okazji, które można było wykorzystać. Trafiać zaczął nasz niezawodny snajper - Eryn. Potem wynik podwyższył nasz dojrzewający snajper - Buli, czyli M.Gros, a "stary" Groszek dokończył dzieła pięknym lobem.  Na uwagę zasługuje też dziś naprawdę dobra postawa "Zygi', który powalczył solidnie z przodu i też był bliski strzelenia bramki.
   Jednak co uderzyło mnie w szczególności - gołym okiem było widać, że chłopcy dziś naprawdę chcieli.Wszyscy. Tak bardzo, że aż..... chyba za bardzo i dlatego na początku nic nie chciało wejść. Pózniej już było lepiej -  zeszło  ciśnienie i zupełnie inaczej się grało. DZIĘKI i jeszcze raz DZIĘKI !

  Pierwszy raz od długiego czasu widziałem tak spontaniczny doping naszch kibiców. Fajna sprawa. Czemu by nie powtórzyć tego we wtorek ?? Na Brzezinie głos lepiej niesie, więc efekt może być zaje...fajny. Widzieliśmy ile znaczy dla chłopaków wsparcie, a nie głupie komentarze. Powtórzmy to, bo warto !

Jak się uda, to jutro zamieszczę filmiki.

piątek, 29 kwietnia 2011

Potrzebujemy cudu..

    Jak wiemy, w najbliższą niedzielę, w Rzymie odbędzie się uroczysta beatyfikacja naszego Wielkiego Patrona. Był On niestrudzonym orędownikiem młodzieży jak również sportowców.
    Myślę, że przydałoby się nam teraz Jego wsparcie, bo mecz, który nas czeka w sobotę będzie jeszcze trudniejszy niż ten z Unią. I powiem tak : Jeśli my go wygramy, to może być już tylko lepiej. My po prostu potrzebujemy jakiegoś
spektakularnego zwycięstwa! Wygrana ze Skidziniem,z którym właściwie prawie zawsze wygrywaliśmy, to żeden przełom. Ale już zwycięstwo w Kalwarii, gdzie padło wiele zespołów z czołówki, to byłoby coś. To mogłoby dodać wiary w siebie chłopakom, i  nadziei nam - kibicom. Bo powiedzmy sobie szczerze: kto dziś wierzy w to, że jesteśmy w stanie zakończyć ten sezon w pierwszej piątce? Na palcach obu rąk mógłbym wyliczyć.

    Podobnie jak wyrwany ze snu mogę wymienić tych, którzy wybiorą się w sobotę na stadion Kalwarianki. Wiem, bo już nieraz to przerabiałem. Nie pięć, ani nie dziesięć razy już tak było, a teraz pewnie tym bardziej... . Jednak gdyby ktoś - mimo wszystko - zebrał się na odwagę i postanowił wesprzeć swój zespół w jego przełomowym meczu, moze zawsze liczyć na miejsce w mojej srebrnej strzale.
Mój telefon jak zwykle ten sam.

środa, 27 kwietnia 2011

Ile jeszcze można ?

  Przerżnęliśmy cztery z pięciu możliwych meczów, zdobywając trzy punkty na 15 dostępnych i strzeliliśmy 7, ale straciliśmy 17 bramek ! To tak w skrócie nasz dorobek na wiosnę. Dorzucę jeszcze, że u siebie - podobnie jak na wiosnę zeszłego roku - nie wygralismy. Za to udało się nam to na wyjeżdzie, co w kontekście nadchodzącego meczu w Kalwarii jest z pewnością jakimś optymistycznym akcentem.
   Wybaczcie  mój sarkazm, ale próbuję nakreślić z grubsza to co myśli o naszej drużynie przeciętny kibic - tzw. "piknik" - jak to określilismy z pewnym znajomym - stanowiący najliczniejszą grupę kibiców na meczach przy Browarnej.
  Fajnie, że jest to często spora grupa - bez względu na cel w jakim się tam znajdują - samą obecnością dają wyraz wsparcia dla naszych chłopaków, choć nie ukrywam, że trochę bardziej aktywny doping byłby jak najbardziej wskazany. Niestety wśród nich jest bardzo mały odsetek kibiców, którzy naprawdę odczuwają potrzebę wspierania drużyny w meczach wyjazdowych. A szkoda. Zobaczcie co może zdziałać aktywny i - przecież piękny doping- na przykładzie kibiców Unii Oświęcim. Przeciwnik nie zagrał wcale rewelacyjnie, ale za to kibice - dali nam lekcję jak należy wspierać swój zespół.
    A u nas co? ZIMA. Jedyny doping to obelgi w kierunku Zygi, kiedy mu "nie poszlo". Ale jakoś nie przypominam sobie owacji na stojąco, gdy tydzień wcześniej, po strzelonej  przepięknej bramce w Skidziniu schodzil z boiska... . Czułem się jak wyrzutek, bo klepnąłem parę razy. Sami oceńcie, czy się nie należało.
   Jestem zdeklarowanym wrogiem krytykanctwa i - co gorsze - lżenia  zawodników - nie tylko przeciwnika, ale przede wszystkim naszych. Człowieku - jak zachowałbyś się, gdyby tam na boisku był twój brat, syn, albo przyjaciel, a jakiś pijaczek zaczął go wyzywać od nieudaczników i leni ( że o gorszych wyzwiskach nie wspomnę) ??
Wiem, że ci którzy mają w tym największy udział, prawdopodobnie nigdy tego posta nie przeczytają, ale mają znajomych,  i ludzi stojących obok.
NIE POZWÓLMY MIESZAĆ Z BŁOTEM TYCH, KTÓRZY DAJĄ NAM NIERAZ TYLE RADOŚCI !
Co za różnica, że chłopak nie jest z Osieka ???? PRZECIEŻ GRA DLA NAS i to dla nas poświęca swoje zdrowie , swój czas i swoje prywatne życie !
 Wiem, że ludzi nie można zmienić za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...jednak możemy z tym walczyć i możemy chcieć to zmieniać. Nie bądźmy zaściankiem. Nie oceniajmy pochopnie, żeby nas tak samo nie oceniano. Wspierajmy i krytykujmy, jak trzeba, ale nie obrażajmy - bo sami sobie wkładamy chwasty do  ogródka.
  Pozdrawiam wszystkich prawdziwych kibiców oraz zawodników i ponownie zapraszam do KULTURALNEJ DYSKUSJI.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Potrzeba zmian ?

  Wszyscy związani z Brzeziną bliżej czy dalej zadają sobie dziś pytanie: co się dzieje? Zespół który dzielił i rządził w poprzednich latach - w swoim mikroregionie- był postrachem najlepszych zespołów, nawet tych z wyższych klas rozgrywkowych, jest dzisiaj cieniem samego siebie. Nie potrafimy złapać stabilnej formy i z meczu na mecz nasza gra wygląda coraz słabiej.
   Nie chodzi mi o to, aby nikogo pognębić, ani znęcać się nad kimś. Co bardziej niepoważni ludzie skupiają się na obelgach w stosunku do trenera, czy niektórych zawodników- zwłaszcza tych pozyskanych. Jakież to głupie i zaściankowe! Wylewanie pomyj i obwinianie zawodnika po tym jak pomylił się w jednej sytuacji, za cały mecz przegrany, to jest nieporozumienie. To tylko pokazuje jakim osieczanie są hermetycznym środowiskiem. Jak pokutuje u nas przekonanie, że w naszej drużynie MUSZĄ grać TYLKO "swoi ludzie". OK - niech grają. Jestem za, ale powinni też prezentować pewien poziom, bo w przeciwnym razie będziemy sobie kopać piłkę w B-klasie.
   Spójrzmy na inne zespoły z naszej okręgówki: niemal każdy z nich poczynił jakieś roszady kadrowe. Wiadomo, że wiele z nich pewnie okaże się nie trafionych, ale generalnie chodziło o to, by wzmacniać składy przed decydującą walką o być albo nie być w okręgówce. A dlaczego? Wszyscy przecież wiemy. Likwidacja piątej ligi może skutkować tym, że w dół "poleci" nawet połowa obecnej tabeli grupy wadowickiej.

Tymczasem w Osieku - ze stoickim spokojem pozbyliśmy wyróżniającego  napastnika - Mazura, nie proponując w zamian nikogo. Narzekano na niego, że jest himeryczny, że łapie kontuzje, że i tak nie gra. OK, ale jak już grał, to zawsze tworzył z Jarominem świetny duet. Bo - umówmy się - Eryn to nie jest typowy napastnik. Taki już ma harakter: wszędzie go pełno, ma instynkt strzelecki i czasem zasuwa na boisku za dwóch, , ale przez to często nie ma go tam gdzie powinien być napastnik. Ooo- takich dwóch jak on i mamy po pięć goli na mecz .
 Wiedzieliśmy już jesienią, że Daniel Załuczkowski (Ucho) nie zagra prędko z powodu kontuzji. Niektórzy krytykowali jego grę, że nie umiał konstruować akcji, że nie myślał na murawie, hmm może to i prawda, ale ja się z tym nie zgodzę. Ucho miał jedną złotą zaletę: był niesłychanie nieustępliwy i miał ogromne serce do walki. Teraz dopiero widać jak nieocenione były jego akcje w obronie! A przecież głową też umiał strzelić bramkę.
    Trener chce wzmacniać obronę grając pięcioma zawodnikami z tyłu. To ja się pytam : czemu nie grać sześcioma? Wczorajszy mecz pokazał, że choćby i było nas dziesięciu w obronie, to i tak  stracilibyśmy bramki, bo tak naprawdę to my  - poprzez swoje błędy w obronie - tworzymy sytuacje przeciwnikowi.
Spokojnie można grać czterema obrońcami, ale to muszą byc ludzie pewni i nie mylący się (no może jak najmniej mylący, bo ideałów nie ma).  Dla mnie na dzień dzisiejszy takim jest Piotrek Majda. Dotrzymuje mu tempa Damian Płonka, jednak pozostali nasi obrońcy niestety mylą się i to na potęgę. Nie rozumiem też, dlaczego trener, majac młodego Walusa, nie daje mu szansy gry, widząc, że i tak już gorzej być nie może ? Ale pewnie ma jakieś powody.
  Dlaczego uważam, że potrzebujemy "swieżej krwi" w zespole? Drużyna rozwija się do momentu, gdy trener jest w stanie wpoić jej swoje zasady gry, określoną taktykę, sposób poruszania się, komunikowania itd... . Do pewnego momentu. Osiągamy jakiś poziom i póżniej w określonych warunkach nie jesteśmy w stanie nic więcej zdziałać. Po prostu nie ma takiej możliwości fizycznie. A - jak wiadomo - nie rozwijając się - tak naprawdę się cofamy. Dlatego potrzebujemy  dwóch, trzech graczy "z zewnątrz", zawodników doświadczonych,ogranych, aby ci młodsi mieli kogo podpatrywać i uczyć się na murawie, ale też dla tych starszych tzw. "wyjadaczy" - żeby poczuli smak rywalizacji w składzie. To - dla ambitnych graczy - jest duży bodziec do pracy i treningu. Musi być motywacja w zespole, bo inaczej niedługo ciekawsze będzie oglądanie spotkań Kółka Różańcowego, niż mecze Brzeziny.

     Pojawiają się coraz głośniejsze głosy, że to trener musi odejść. Ja byłbym ostrożny w tym stwierdzeniu. Nie bawmy się w prezesa Woyciechowskiego, który w ciągu półtora roku wywalił szesnastu szkoleniowców.
 Owszem trener Kowalczyk objął tą drużynę, można powiedzieć, już z dorobkiem. Nie znam szczegółów odejścia poprzedniego trenera, ale dla mnie było to co najmniej dziwne, że szkoleniowiec jeszcze przed zakończeniem sezonu w którym wywalczył awans z drużyną, zapowiedział odejście. Sądziłem, że odchodzi na emeryturę.... . Każdy ma prawo kiedyś odejść. Trudno.
    W ubiegłym sezonie zajęliśmy niezłe - szóste miejsce na koniec rozgrywek, choć jak pamiętamy na wiosnę też łatwo nie było. Nawet z Żarkami męczyliśmy się i o mały włos nie przegraliśmy meczu.Jednak summa-sumarum wylądowaliśmy na przysłowiowych czterech łapach i z nadzieją patrzyliśmy następnego sezonu. Ten z kolei zaczęliśmy przeciętnie, grając niezbyt zachwycająco i trochę szczęśliwie (przypomnę choćby wygraną w Chrzanowie, czy z Żarkami w Libiążu) na koniec zajmując trzecie miejsce w tabeli. Jednak uważam, że nie było ono adekwatne do aktualnie prezentowanej formy....ale było - i to z pewnością jest jakiś plus dla trenera.
Zmiana szkoleniowca w trakcie rozgrywek jeszcze żadnej drużynie nie przyniosła pożytku. Bo co można zmienić w ciągu miesiąca? Dlatego apeluję o spokój w tej kwestii. Zaczekajmy do końca sezonu. Zobaczmy jak zakończymy rozgrywki i potem niech Zarząd rozliczy trenera z Jego dokonań. A może On sam  przemyśli czy ma jeszcze jakieś sposoby na to, aby zmienić oblicze gry tej drużyny, czy może jego czas w Osieku się już skończył ?
 Nie twierdzę, że nie , ale nie róbmy zbyt nerwowych ruchów, bo to może nas jeszcze bardziej pogrążyć. Lepiej poszukać wzmocnienia naszej defensywy i środka, co moim zdaniem, jest kluczem do sukcesu w każdym meczu.
        I na koniec.... wiem, że zaraz podniosą się głosy kto dał mi prawo do oceniania. NIKT. I nikt nie musi mi go dawać. Każdy kibic ma prawo do swojego zdania, tylko nie każdy ma ochotę go wyrażać. O problemach trzeba rozmawiać. Jednak nie krytykanctwo, a konstruktywna krytyka mogą tutaj pomóc. Nie jest moim zamiarem nikogo  obrażać, a jeśli kogoś  uraziłem -  to przykro mi, ale takie jest moje zdanie i nie zmienię go, chyba, że zmieni się oblicze naszego zespołu.
Zapraszam do wyrażania własnej opinii - oczywiście anonimowo. Jednak zaznaczam, że jakikolwiek obrażliwy post w kierunku kogokolwiek - będzie od razu usuwany.

sobota, 23 kwietnia 2011

Przegraliśmy bo...... ?

...... Nie potrafiliśmy opanować gry w środku pola, a przy braku obrony (tak,tak - nie mamy tej formacji  i to jest nasz dramat! Kiedys byliśmy zespołem, który wiódł prym pod względem  ilości straconych goli )  przeciwnik, który był dziś w nie najlepszej dyspozycji szczególnie z  tyłu, wykorzystał to bez litości i zagrał nam na nosie, co jest szczególnie bolesne bo to nasz odwieczny rywal z murawy.
  Mimo wszystko brawo dla chłopaków, którzy zaczęli ten mecz z ogromną motywacją i już w 10-tej minucie M.Gros pokonał bramkarza przyjezdnych. Zdawało się, że to będzie mecz do jednej bramki, bo goście nie pokazali wielkiego futbolu. Jednak wygląda na to, że zbyt szybko uwierzyliśmy w to, iż złe mecze już są za nami i teraz już wszystko co nas trapiło jest daleko za nami.
 Niestety nie jest.... mało tego - z tyłu, bo głównie o obronę mi chodzi, wydaje się, że dziś było o wiele gorzej, a nawet chyba najsłabiej w tej rundzie. Ja wiem, że nie mam prawa oceniać poszczególnych zawodników, ale prócz Dziamka, Jurasa i Majdy  nie było kim grać z tylu i w środku. Pierwsze trzy stracone bramki były nasze. Błędy, błędy, błędy. Nie potrafimy nad tym zapanować. Ale była walka i zaangażowanie z przodu i znów - aż brzydnie - mnóstwo sytuacji, które nie wykorzystaliśmy. A szkoda. Zygmunt Bąba, do którego gry naprawdę dziś nie mogę się przyczepic, zmarnował niestety 300 procentową sytuację z pięciu metrów, która mogła być przełomowa. Ale nie mam pretensji. Mateusz Gros, który się nam w końcu rozstrzelał i zdobył pierwszą bramkę, nie wykorzystał jeszcze lepszej okazji w końcówce meczu. Pewnie, że to już byłaby tzw. zapinka do krawatu, ale zawsze coś... Też nie obwiniam. Ale jest mi żal. Szkoda, że Jaromina zabrakło - przy tak słabej postawie obrony oświęcimian - kto wie co by się podziało. Wracaj nam Sewa do zdrowia jak najszybciej !
  Natomiast - co mi się nasunęło w trakcie meczu- to paradoksalnie brak Eryna zaowocował całkiem ciekawą grą kombinacyjną i z klepki - ale tylko chwilami - z przodu. Tak sobie myślę, przecież zdobyte trzy bramki najczęściej kończą się zdecydowanym zwycięstwem, jednak w naszym przypadku nawet to się nie sprawdza, ponieważ....patrz pierwsze zdanie.

   Chłopaki - teraz mecz w Kalwarii.Wiem, że potraficie. Jak zwykle kluczem do sukcesu jest głowa: nie wierzę w to, że nie ma już zespołu, który z takim hukiem wdarł się do Okręgówki ! Nadal BRZEZINA JEST DRUŻYNĄ  na którą okoliczne zespoły patrzą z zazdrością.
 NIE DAJMY SIĘ ZDOŁOWAĆ. NADAL WALCZYMY!  JESZCZE BĘDZIE DOBRZE !

środa, 20 kwietnia 2011

Wielka Sobota - ważny mecz !

   Pojedynki z Unią Oświęcim traktowane są u nas na równi z derbami. Te mecze cieszą się nie mniejszym zainteresowaniem niż spotkania ze Zgodą Malec, czy- dawniej - Witkowicami.
   Na wiosnę wygrali dwa mecze, jeden zremisowali i ostatni - w Pilicy- zaliczyli jako porażkę 1-0. Plasują się w czołówce tabeli- na 4 miejscu, jednak wszyscy wiemy, że środek tej stawki jest tak wyrównany, iż praktycznie po jednej kolejce prawie cała  może wywrócić się do góry nogami. Dlatego należy ich traktować jak zespół środka tabeli, podobnie jak zresztą i naszą ekipę. Tak tak, wystarczy sprawdzić... przy naprawdę sprzyjających okolicznościach możemy znów wskoczyć nawet na trzecie miejsce! Jeden warunek -  ten mecz trzeba wygrać. Pytanie tylko czy będziemy w stanie?  Nie ma w tej grupie zespołu, który nie byłby do ogrania. Jeśli przypomnimy sobie mecz z jesieni ub. roku, to przekonamy się, że  jest to jak najbardziej realne. Wygrana 4-1 na wyjeżdzie nie pozostawiła wówczas wątpliwości kto jest  mocniejszy jesienią, tym bardziej, że graliśmy na "neutralnym" terenie - w Brzezince.

           Nie ukrywam, że przydałby się nam taki "zajączek do koszyczka" w postaci trzech punktów ugranych na własnym boisku w tą przedświąteczną sobotę. Mam nadzieję, że chłopaki nie poczują jeszcze przed meczem nastroju Świąt Wielkanocnych i staną na wysokości zadania. Goście z pewnością będą chcieli nas pokonać (oby tylko na murawie) za jesienną klęskę. Jednak ufam, że nasze chłopaki utrzymają lub  poprawią skuteczność z ostatniego meczu i dadzą nam powód do jeszcze radośniejszych Świąt.

Wielka Sobota 23.04.2011
Osiek ul Browarna 3. godz. 15.00
ZAPRASZAM !!



 poświęć jaja i wbijaj na mecz.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

NARESZCIE ZWYCIĘSTWO !

Nie mieliśmy zbyt tęgich min, jadąc na mecz do Skidzinia. Po trzech tygodniach bez zdobytego choćby jednego punktu i po sromotnej klęsce w ubiegłą niedzielę u siebie z Jałowcem mało kto spodziewał się dobrego wyniku na wyjeździe . W dodatku z drużyną która jeszcze na wiosnę nie przegrała, a ostatni mecz – w Pilicy, tam gdzie jesienią dostaliśmy okrutne lanie, zremisowała 1:1.

    Jednak zaczęło się dość obiecująco – to my byliśmy stroną przeważającą i sprawialiśmy lepsze wrażenie. To my również stwarzaliśmy sytuacje bramkowe – jak zwykle zresztą – nie wykorzystaliśmy żadnej. Za to skidzinianie zrobili parę wypadów i na nasze nieszczęście jeden z nich zakończyli trafieniem. Bramka „do szatni” może podłamać każdy zespół, nawet najlepszy. Ale jak usłyszałem przed wyjściem naszych z szatni gromkie: „kto wygra mecz?BRZEZINAAA!”  to wiedziałem, że chłopcy tanio skóry nie sprzedadzą.
Nie myliłem się. Po wznowieniu gra wyglądała jeszcze lepiej niż w pierwszej części. Zepchnęliśmy gospodarzy do głębokiej defensywy, nie pozwalając przez długie minuty wyjść ze swojej połowy. Na efekty nie trzeba było długo czekać: Przemek Płonka poszedł pięknie prawą stroną i strzelił z ostrego kąta mocno pod poprzeczkę. Bramkarz zdołał piłkę strącić w powietrzu, ale dopadł jej na 5-tym metrze M.Gros i efektowną przewrotką dokonał dzieła!  
A NIE MÓWIŁEM ??? Ja wiedziałem...czułem to, że ten chłopak zacznie w końcu dla nas strzelać bramki. Brawo Mateusz – tak trzymaj !

    Właśnie tego potrzebowaliśmy.  Być może to był gol na miarę przełomu. Zresztą widać było, że chłopaki na tym nie poprzestaną, bo przewaga była przytłaczająca. Po kilkunastu minutach mamy rzut wolny z ok 20-go metra. Piłkę ustawił sobie Zygmunt Bąba..... .  Mój Boże, jak on to zrobił ?! Strzał był lekki, techniczny, ale futbolówka dosłownie musnęła od wewnętrznej strony okienko! Bramka taka, że klękajcie narody ! Jak ganiłem go za nieodpowiedzialne zachowanie w meczu sparingowym, to za tego gola muszę oddać honor : stadiony świata !
   Jeszcze nie skończyliśmy się radować z  drugiego gola, a już chwilę potem znów mogło być cudownie: Jaromin dostał prostopadłą piłkę, uwolnił się od obrony i huknął z całych sił w górny róg bramki. Jednak sędzia nie dał nam się nacieszyć – był spalony. Minimalny , ale jednak był.
   Do końca gospodarze  próbowali jeszcze wyrównać, nawet raz im się to prawie udało, jednak boczny sędzia znów był nieugięty. Nerwy też zrobiły swoje: w końcówce meczu jeden z miejscowych zawodników  zobaczył po raz drugi żółty kartonik i w konsekwencji musiał zejść do szatni.

     Dawno chyba tak nie wyglądaliśmy zwycięstwa jak tym razem. Z meczu na mecz robiło się coraz bardziej nerwowo w zespole, o kibicach już nie wspominając. Wierzę, że teraz będzie już z górki. Może chłopaki w końcu uwierzą w siebie i pokażą  znów pazur w sobotnim spotkaniu  z Unią Oświęcim.

BRAWO PANOWIE, BRAWO BRZEZINA!



piątek, 15 kwietnia 2011

Nie ma innej opcji

...jak tylko wygrać niedzielne spotkanie. Ba, ktoś powie, ale jak to zrobić?! To  proste - stracić jak najmniej, a zdobyć jak najwięcej bramek...Wiem, że to nie jest śmieszne, ale jestem przekonany, że realne! W tej lidze naprawdę nie ma drużyny, która nie byłaby do pokonania. Moim zdaniem wszystko siedzi w głowach. Umiejętności są - u jednych lepsze, u innych takie sobie. Ale wszystkie braki (no, może prawie) można nadgonić ambicją i wolą walki. Oczywiście wszyscy powtarzają  , że chcieli jak nigdy, ale niestety wyszło jak zawsze... .

    Skidziń to bardzo solidna drużyna. Co prawda jesienią spisali się średnio - u nas również przegrali w przełożonym meczu  2-0, ale wynik wcale nie oddaje faktycznego przebiegu spotkania. Po prostu byliśmy skuteczniejsi o te dwa gole. Przecież i tak nigdy nie graliśmy finezyjnego futbolu. Naszą siłą była mocna obrona i zabójczo skuteczny atak w postaci nieustępliwego Jaromina, wspieranego w zależności albo D.Płonką, albo nie grającym już Mazurem, czy ostatnio M.Grosem. "Jonek" w ostatnią niedzielę przełamał pierwsze lody i pokazał chłopakom, że można strzelać i to nawet największym tuzom w tej grupie. Dlaczego więc nie mielibyśmy pokusić się o zdobycie choćby jednej, dwóch bramek w pojedynku ze Skidziniem? Jednocześnie zagrać uważnie z tyłu jak z Jałowcem w początku meczu. Da się, a rywal nie jest aż tak grożny. Poza tym mamy , jak to się mówi, do nich szczęście - większość meczów jak dotąd wygrywaliśmy.

OSOBIŚCIE WIERZĘ W CHŁOPAKÓW i w to, że nadchodząca niedziela przyniesie nam pierwsze w tej rundzie punkty. A potem to już będzie z górki ...

WSZYSCY TRZYMAMY ZA WAS KCIUKI CHŁOPAKI !

Niedziela godz.16.00  -  boisko w Skidziniu 

niedziela, 10 kwietnia 2011

Nigdy się nie poddamy !

Porażka.

   Żadna niespodzianka, bo przecież nie stawiano na nas i nawet my sami się nie oszukiwaliśmy za bardzo.Ale nadzieja gdzieś tam w środku cały czas się tliła.... . Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa jako pewnego przełomu - tak ja to odczuwałem. Wydawało mi się, że kiedy zdobędziemy tego pierwszego gola, to wreszcie zatrybi  nasza maszynka, tym bardziej, że z takim przeciwnikiem byłoby to tym bardziej  motywujące. I było. Przynajmniej na początku...
    Chłopaki naprawdę robili dużo aby się udało. Nie będę pisał  tu sprawozdania, bo od tego są inni,ale początek meczu wyglądał naprawdę nieźle. Dwunasta minuta i Daniel Płonka wprawił nas w ogólny zachwyt. Pierwszy mecz Jonka w tej rundzie i pierwsza bramka. Zaleciało sensacją. Było fajnie, a mogło być jeszcze lepiej. Jaromin nie wykorzystał co najmniej dwóch setek. Ale nie mam pretensji. Forma kiedyś wróci.... .
    Nie mogliśmy opanować środka, choć to jest zawsze kluczem do przewagi w każdym meczu - co nie znaczy,że nie próbowaliśmy -jednak z różnym  skutkiem. Ale woli walki nie można chłopakom odmówić.
Wreszcie doświadczenie i technika wzięły górę nad ambicją - Jałowiec wyrównuje po pół godzinie gry w ogromnym zamieszaniu na naszej piątce. Nieistotne - jest remis i obawiałem się najgorszego. Jednak nic takiego się nie stało - chłopaki nadal grali swoje, nie pozwalając gościom na rozwinięcie skrzydeł. Oczywiście raz lepie,raz gorzej, ale summa summarum połówka zakończyła się remisem i należało się z tego cieszyć. Nie było dominacji lidera, nie położyliśmy uszu po sobie a przed nami byla jeszcze połowa meczu w której wszystko mogło się zdarzyć.

   No ale się nie zdarzyło... Przynajmniej dla nas. Choć zaczęliśmy z "wysokiego C". Wogóle tych "C" mieliśmy również kilka w drugiej połowie, ale powrócił zły duch poprzednich spotkań i zaiwanił nam celowniki :( . Jakby tego bylo mało, to w następnych minutach swoje flinty skalibrowali "górale" i w kwadrans sprawili, że naszym po prostu odechciało się grać. Ni stąd ni zowąd zrobiło się 1-5 i wiadomo już było, że nic nie zwojujemy. Po prostu trzeba było pograć, bo przeciwnik odpuścił i pozwalał nam  na odważne kontry. Niestety tylko Eryn wykorzystał swoją szansę, choć sytuacje mieliśmy naprawdę niektóre wyborne. Ja wciąż się będę upierał, że Mateusz Gros ma świetne zadatki na rasowego snajpera, ale musi popracować nad motoryką i celnością. Ten chłopak  ma dziesięć sytuacji w meczu, jednak brakuje mu wykończenia. Instynkt jest, może brakuje pewności siebie?
   Wiem, że większość ludzi , tzw. "niedzielnych oglądaczy" wiesza teraz psy i chowa głowę w piasek bo te"****" dały plamę. Jaki wstyd przed Malcem, który zremisował  w Kleczy! Dla takich ludzi nie mam wytłumaczenia. TRZEBA BYĆ Z DRUŻYNĄ NA DOBRE I NA ZŁE.
   Jesteśmy w kryzysie - to nie podlega żadnej dyskusji. Jednak to nie  pierwszy i na  pewno nie ostatni raz więc musimy chłopaków wspierać właśnie teraz ! Nie było takiego dołka z którego byśmy się nie podnieśli!

KIEDYŚ BĘDZIE DOBRZE -  NIGDY SIĘ NIE PODDAMY !

środa, 6 kwietnia 2011

Zagrać dobry mecz

    W najbliższą niedzielę podejmujemy lidera. Kto śledzi naszą ligę  ten wie, że nasze notowania obecnie oscylują w okolicy zera niestety. Dlatego jedynie hurra optymiści będą nam dawać jakiekolwiek szanse na zdobycie trzech punktów w tym meczu. Nie ma się co oszukiwać- zespół który wygrał na wyjazdach sześć spotkań i tylko raz poległ - z wiceliderem (obecnie liderem)- jest zdecydowanym faworytem. Zaraz ktoś mi zarzuci, że jestem w błędzie, bo w Kalwarii również przegrali. OK, ale przy "zielonym stoliku", a na boisku był wynik 0-2 dla przyjezdnych. Moim zdaniem w  ich wypadku jeden zawodnik - to żadna różnica.

    Podobnie jak małą róznicą pewnie będzie brak ich ofensywnego obrońcy Krzysztofa Jodłowca, który otrzymał czerwoną kartkę w ostatnim meczu. Jest to drużyna z pewnością dużo lepiej poukładana od nas, grająca twardy futbol. Stosują wysoki presing, a przy ich dobrym wyszkoleniu technicznym i zgraniu potrafią z każdej pozycji zagrozić bramce rywala.
   Możemy mieć jedynie nadzieję, że nasi zawodnicy nie mając nic do stracenia, przypomną sobie czas kiedy wyrywało się punkty najlepszym w stawce i zagrają solidne spotkanie. Ja nie spodziewam się tym razem zwycięstwa. Chcę widzieć w naszych ducha walki i zapał do gry. O tyle tylko proszę. A będzie, co murawa da... . Mecz rozpoczyna się w niedzielę 10.04  o godz. 16.00 na naszym "stadionie"


  Drugi mecz w tym dniu , choć pierwszy w kolejności, bo rozpoczynający się o godz.11.00, odbędzie się na boisku w Grojcu. Będzie to inauguracja wiosny w oświęcimskiej A-klasie. Solavia gościć będzie zespół, który jest mi szczególnie bliski - ŁKS Łęki.
    Łęczanie mają w tym sezonie naprawdę mocną ekipę, dodatkowo wzmocnioną o pomocnika, byłego zawodnika takich klubów jak Górnik Brzeszcze, Przeciszovia, a także Walcownia , czy Ruch Radzionków - Arkadiusza Bartulę. Ciekawe czy gospodarzom uda się zatrzymać "tatarów" na swoim terenie. Ostatni ich mecz jesienią zakończył się remisem 2:2, czym sprawili sporą niespodziankę. Jednak z drugiej strony...pojedynki między tymi zespołami zawsze należały do kategorii tzw elektryzujących - wszak to prawie derby. Osobiście mam nadzieję na pewne zwycięstwo podopiecznych K.Żmudy, który zapowiada na wiosnę jeszcze ostrzejszą walkę o awans do Okręgówki. Jest to zarazem jego debiut w roli samodzielnego - grającego trenera ŁKS-u. Śledząc ich przygotowania do rundy wiosennej można przypuszczać, iż na zapowiedziach tylko się nie skończy.
  Muszę przyznać, że z zaciekawieniem i nieskrywaną radością obserwuję postępy jakie ten zespół poczynił w ostatnich sezonach. W Grojcu również się zjawię...


foto: jalowiecstryszawa.futbolowo.pl

sobota, 2 kwietnia 2011

Zero skuteczności

  Stara maksyma Trenera Górskiego mówi : by wygrać trzeba strzelić o jedną bramkę więcej od rywala.
Ba! Ale jak to zrobić nie strzelając ich wogóle ?? Tego nawet nasz najsłynniejszy  trener nie umiał zrobić
Pozostaje nam czekać, kiedy w piłce przyznawać będą punkty za stworzone sytuacje.Tych to my w ostatnich dwóch meczach stworzyliśmy tyle, że moglibyśmy obdzielić całą kolejkę.
  Żartuję....jednak to wcale nie jest śmieszne. To tylko świadczy o słabości naszego zespołu w formacji ofensywnej. Przecież nie możemy cały czas wymagać od Jaromina, że będzie w każdym meczu zdobywał po dwie, trzy bramki. Owszem - ważne, że dziś  w pierwszej połowie zagraliśmy o wiele lepiej w obronie, ale sytuacja z 27 minuty pokazała, że nie zdobywając bramek - przegrywamy mecze na własne życzenie. I nie można tu mieć pretensji do Przemka Płonki - takie samobóje zdarzają się na wszystkich stadionach świata! To mogła być bramka na otarcie łez dla gospodarzy gdyby dziś "weszło" choć połowę akcji z przodu.
   Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dzisiejszy mecz wyglądał bliżniaczo podobnie jak ten z zeszłego tygodnia. Pierwsza połowa - bezapelacyjna przewaga Brzeziny, mnóstwo sytuacji - wszystkie zmarnowane. W końcu jedna kuriozalna akcja, tracimy bramkę i nastaje powolny rozkład gry w naszym zespole. Choć dzisiaj, po stracie gola nie od razu można było to zauważyć. Mieliśmy nadal przewagę i sytuacje: Jaromina, R.Grosa, M Grosa, wreszcie Przemek - mógł "zmazać winę" w idealnej sytuacji na piątce rywala. Jeszcze początek drugiej części też nie był najgorszy, jednak póżniej wyrażnie było widać przewagę miejscowych.

   Nerwowość w poczynaniach można było zauważyć wraz z biegiem czasu, a po straconej drugiej bramce morale chłopaków spadło poniżej murawy. Wówczas gospodarze opanowali  środek boiska - co w tym meczu było, nomen-omen, kluczową sprawą. Byli szybsi, dokładniejsi, wyprzedzali naszych zawodników. Wyglądali jakby zachowali więcej sił w końcówce tego meczu.

Mecz przegrany po raz kolejny 2-0  - pewnie jeszcze nie ostatni. Nie ma co rozmyślać - trzeba iść dalej. Nie pozwólmy chłopakom zablokować się na przełamaniu niemocy strzeleckiej, bo wówczas możemy mieć ogromny problem. Stwórzmy im fajny doping w następnym meczu z liderem i pokażmy, że serca kibiców najbardziej biją na Browarnej !!

zdjęcia z meczu: https://picasaweb.google.com/zmudekster/Klucze20Brzezina2Kwi2011#